Oświata jest naszym największym dobrem narodowym. Od jej jakości  zależy rozwój i wychowanie naszych dzieci i wnuków. Od jej jakości  zależy, w jakim społeczeństwie żyjemy czyli z jak ukształtowanymi osobami stykamy się na co dzień, w pracy, tramwaju czy na imprezie sportowej. Od jej jakości zależy poziom naszego życia, a nawet zależą nasze emerytury. Od jej jakości zależy, czy potrafimy zapewnić godne życie osobom niepełnosprawnym i tym, które odrzucone przez obecną oświatę nie mogą być odpowiednio zaradni. Oświata to sprawa nas wszystkich, więc każdy z nas, ma w tej sprawie coś do powiedzenia. Jak dopracujemy obywatelski projekt systemu oświaty, będziemy wiedzieli czego żądać od sił politycznych.

Założenia do projektu systemu oświaty

Celem edukacji szkolnej jest zapewnienie każdemu uczniowi możliwie najpełniejszego rozwoju, umożliwiającego znalezienie odpowiedniej roli w życiu społecznym, zawodowym i rodzinnym. Szkoła powinna być taka, żeby dzieci nie tylko chciały się uczyć, a tym samym przebywać w szkole ze swoimi rówieśnikami i nauczycielem bez lęku i obaw o własny status, kompetencje, poczucie własnej wartości oraz bez nudy i z nieustannym wyczekiwaniem na właściwy moment doświadczenia czegoś nowego. Żeby chciały się uczyć dla siebie, a nie dla stopni, by każdego dnia wychodziły ze szkoły z poczuciem niedosytu i zaciekawienia, co będzie działo się następnego dnia. Szkoła ma obowiązek kształtowania osobowości uczniów jako osób o dużej pewności siebie i posiadających dużą wiarę w swoje umiejętności, pełnych krytycyzmu i odwagi w głoszeniu własnych poglądów przedsiębiorczych, posiadających umiejętność wykorzystywania szans, sytuacji i wydarzeń, które mogą prowadzić do osiągnięcia sukcesu, pracowitych, kreatywnych, pełnych inwencji i odwagi w podejmowaniu wyzwań i zdeterminowanych w dążeniu do obranego celu. Uczyć samodzielności w rozwiązywaniu problemów i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Uczyć umiejętności życia społecznego i pracy zespołowej, zdolności mówienia i słuchania oraz przyjmowania postaw asertywnych. Kreować postawy patriotyczne i dumę z bycia Polakiem. Kształtować osobowości tolerancyjne z poszanowaniem poglądów, zachowań i cech innych ludzi, a także ich samych. Obowiązkiem szkoły jest zapienienie uczniom zdobycia wiedzy i umiejętności umożliwiających kontynuację nauki na studiach wyższych zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Oświata musi być demokratyczna

Na forum nauczycielskim http://www.45minut.pl/forum pojawił się ważki wpis: Polska szkoła nie jest demokratyczna, ale ma przygotować uczniów do życia w demokracji:). Jaka jest polska szkoła? Jest feudalna. Pan, a najczęściej Pani może bardzo dużo. Jak zechce, może wystawić uczniowi na koniec roku ocenę niedostateczną. Przez to uczeń może nie otrzymać promocji. Będzie musiał powtarzać klasę. Wystawienie oceny niedostatecznej nie podlega kontroli merytorycznej. Ewentualnie może zostać przeprowadzona kontrola formalna. Czyli żadna. Uczeń może zażądać egzaminu komisyjnego. Pani jak zechce, a chce prawie zawsze, będzie w komisji wbrew zasadzie nemo iudex in causa sua. Publicznie upokorzy ucznia za to, że śmie negować jej decyzję. Pani głosi, że nakazanie uczniowi powtarzania klasy służy jego dobru, bo z powodu braków sobie nie poradzi. Osoby, które tak mówią, nie mają wstydu, bo wiadomo, że najczęściej uczeń, który powtórzył klasę umie mniej, niż przed jej powtarzaniem. Co ciekawe, negatywny wynik egzaminu zewnętrznego, bardziej miarodajny niż subiektywna ocena wystawiona przez nauczyciela, nie może tamować ukończenia szkoły, a w niektórych przypadkach promocji. Zestawienie tych dwóch okoliczności wskazuje na hipokryzję systemową. Nauczyciel może jednoosobowo, arbitralnie pozbawić ucznia prawa kontynuowania nauki w następnej klasie lub szkole. Tylko w ustroju feudalnym jest tak, że Pan według swojego widzi mi się, może jednoosobowo, arbitralnie i ostatecznie decydować o prawach i życiu drugiego człowieka. Nie wszyscy nauczyciele korzystają z opisanej, bezwzględnej władzy ocen. Jednak korzysta z niej wielu. Tworzą atmosferę skłaniania do tego innych. Obowiązuje reguła, jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jaki i one. Trudno pojąć, dlaczego kolejni Ministrowie Edukacji godzą się na obecność w szkołach feudalnej władzy ocen. Dla zlikwidowania tej szkodliwej sprzeczności, pomiędzy regułami obowiązującymi w Państwie Prawa i feudalnym charakterem szkoły, należy usunąć z edukacji władzę ocen. Wystarczy przyjąć, że brak promocji powinien występować tylko w przypadkach wyjątkowych. Decyzji w tej sprawie nie powinien podejmować nauczyciel, lecz pedagog szkolny wspólnie z psychologiem. W Państwie Prawa obywatel ma prawo do otrzymywania informacji. Rodzice mają prawo wiedzieć, jak są uczone ich dzieci. Dlatego, w moich założeniach do projektu portalu oświatowego znalazł się postulat, żeby w klasach znalazły się kamery. Chodzi też o to, żeby rodzice mieli możliwość oglądania lekcji on line lub w trybie retransmisji. Wprowadzenie opisywanego systemu z pewnością ucieszy dobrych nauczycieli. Będą mieli sposobność zaprezentowania swojej pracy szerszemu gronu. Będą podziwiani w środowisku. Ich dobra opinia będzie się rozpowszechniać. Podniesie się ich autorytet. Nauczyciele, którzy mają coś do ukrycia będą zapewne przeciwni. Jeśli na ich lekcjach bywają zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca, będą woleli, żeby otaczała je mgła tajemnicy. Ewentualne relacje uczniów będzie można tłumaczyć konfabulowaniem. Prawdopodobnie, gdyby opisywany system funkcjonował kiedyś w Duczkach czy Popielawach, nie było by zdarzeń mrożących krew w żyłach. Nie można też odmówić rodzicom i uczniom możliwości wpisywania w portalu opinii dotyczących nauczycieli. Oczywiście należy wykluczyć hejt. Rodzice i uczniowie powinni mieć prawo współdecydowania o swoich sprawach. Nie ma przeszkody, żeby dyrektor szkoły był wybierany w głosowaniu rodziców, uczniów i nauczycieli. Jeśli w konkursie będą starowały wyłącznie osoby dopuszczone przez Kuratora, to mając na uwadze względy merytoryczne, każdy ewentualny wybór będzie dobry. Jednak raczej tylko o dyrektorze wybranym w opisanym głosowaniu większość uczniów, rodziców i nauczycieli powie: nasz dyrektor. Uczniowie i rodzice powinni w głosowaniu wskazywać danego nauczyciela przedmiotu. Będą w szkole nauczyciele wskazywani w pierwszej kolejności oraz wybrani, bo innej możliwości już nie było. Powstanie w ten sposób ranking nauczycieli w danej szkole. Oczywiście w świadomości grona pedagogicznego taki ranking istnieje. Jednak jego sformalizowanie i upublicznienie w środowisku uczniów i rodziców, może dać nauczycielom wiele do myślenia. Konieczność zdemokratyzowania szkół jest oczywista. Nastąpi to wcześniej czy później. Lepiej, wcześniej. Można spytać, jak sfinansować postulowane zmiany? Nikt nie badał pełnych kosztów reorganizacji oświaty, związanej z likwidacją gimnazjów i przywróceniem ośmioklasowej szkoły podstawowej. Można jednak szacować, że potrzeba na kilkunastu miliardów złotych. Gdyby odłożyć tą reorganizację, o choćby dziesięć lat, można by te pieniądze wydać na sfinansowanie serwerów szkolnych z dostępem do szerokopasmowego internetu, kamer, komputera na każdej ławce, służbowego laptopa dla każdego nauczyciela oraz na konieczny wzrost uposażeń nauczycieli.

Dyslektyk w szkole

Około 10-14 procent uczniów cierpi na dysleksję. U mniej więcej 4% ma ona postać nasiloną. Często występuje łącznie z ADHD. Dysleksja ciągle pozostaje niezbadana. Nie opracowano jeszcze uniwersalnych metod radzenia sobie ze skutkami dysleksji nasilonej. U osób z tą dysfunkcją umiejętność czytania opóźnia się o 3-4 lata, a niejednokrotnie do jej opanowania może nie dojść nigdy. Tak jak osoba niewidoma wyrabia sobie umiejętności pozwalające jej funkcjonować pomimo nieszczęścia, tak osoby z dysleksją nasiloną wyrabiają sobie zdolność zdobywania wiedzy, pomimo braku umiejętności czytania. Rozwijają myślenie niewerbalne, czyli myślenie obrazami. Powszechna dostępność programów edukacyjnych, intuicyjność obsługi programów komputerowych oraz wielu urządzeń, a dyslektycy górują nad rówieśnikami rozumowaniem intuicyjnym sprawia, że dyslektycy należą w szkole do uczniów górujących nad innymi w zakresie wiedzy pozaszkolnej. Wiedza szkolna wyrażana werbalnie jest im obca i jest nie do przyswojenia. Tak jak kiedyś zaprzestano zmuszania uczniów leworęcznych do pisania prawą ręką, tak obecnie czas skończyć z zadręczaniem dyslektyków wymaganiem, żeby pisali ręcznie i rozumowali werbalnie. Świat kieruje się zasadą, że w szkole należy u ucznia rozwijać jego szczególne umiejętności. Wydaje się, że kolejni Ministrowie Edukacji Narodowej okazywali się odporni na wiedzę, iż na świecie coraz częściej dyslektyków z uwagi na odmienny sposób myślenia, czyli według Profesora Galaburdy posiadających odmienne zdolności, uważa się za osoby niepełnosprawne. Nie uwzględniali, że w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka napisano: wszystkie ludzkie istoty są wolne i równe pod względem godności i praw. Aby osiągnąć ten cel, wszystkie społeczeństwa powinny szanować odmienność w swoich społecznościach oraz starać się zapewnić osobom niepełnosprawnym pełnię praw człowieka: cywilnych, politycznych, społecznych, ekonomicznych i kulturalnych – gwarantowanych w rozmaitych międzynarodowych Konwencjach, w Traktacie Unii Europejskiej i konstytucjach poszczególnych krajów. Nie uwzględniali też, że Sygnatariusze Deklaracji Madryckiej apelują, iż nie wolno tworzyć sztucznych barier, które powodują, że osoby niepełnosprawne nie są w stanie ich pokonać i przez to są wypychane z nurtu życia społecznego. W zakresie dysleksji MEN ciągle jawi się jako siermiężny przedstawiciel czwartego świata. Nazbyt pospieszne wprowadzenie reformy oświaty sprawiło, że prawa dyslektyków nie zostały uwzględnione. Co prawda wprowadzono obowiązek dostosowania wymagań edukacyjnych do możliwości i potrzeb rozwojowych dyslektyka, jednak nauczyciele go nie uwzględniali i głosili, że każdego ucznia obowiązują wymagania wynikające z podstawy programowej. Problem ten był od 2000 roku zgłaszany przez warszawskie rady rodziców. Odbyło się kilka narad w Mazowieckim Kuratorium Oświaty, prowadzonych przez Panią A. Milewską. Uczestniczyli w nich doświadczeni wizytatorzy. Zostałem wydelegowany przez rodziców do prowadzenia rozmów w MENiS -ie. Doprowadziłem do wydania oficjalnej wykładni przepisów o dostosowaniu wymagań ( pismo MENiS DKOS – 620 – 47/03/RP) zawierającej  sformułowanie: Wymagania należy ustalać na takim poziomie, by uczeń mógł im sprostać i by skłaniały go do odpowiedniego wysiłku oraz zapewniały otrzymywanie ocen motywujących do wytężonej pracy, wykorzystując w tym celu pełną skalę ocen. .. Wymagania te powinny zapewnić realizacją celów edukacyjnych wynikających z podstawy programowej w takim stopniu , w jakim jest to możliwe ze względu na występujące u ucznia trudności w uczeniu się. Zgodnie z przepisami rozporządzenia nauczyciel był zobowiązany informować ucznia i jego rodziców o ustalonych wymaganiach. Skoro były one, bo musiały być, znacząco odmienne od wymagań obowiązujących uczniów pozostałych, nauczyciel musiał podać jej na piśmie. Mazowieckie Kuratorium Oświaty stanowczo tego wymagało, a Wizytatorzy pobierali kopie wymagań ustalanych dla dyslektyków. Trafiały one do MENiS – u. Ministerstwo zyskało świadomość, że bardzo często, z uwagi na werbalny charakter wiedzy z podstawy programowej, dyslektyk przerabia ją jedynie w 20 – 30 % . W tym czasie Biuro Edukacji m. st. Warszawy zapewniało dyslektykom ścieżkę nauki w szkołach średnich, w tym w liceach ogólnokształcących. Ocenianie realizowane według opisanej wykładni powodowało, że dochodzili oni do matury. To było dla nich bardzo ważne. Zdana matura podbudowywała psychikę. Dawała wiarę w siebie. Była też ważna, ponieważ wiele z tych osób nie jest w stanie pracować fizycznie, a bez matury trudno znaleźć odpowiednie miejsce. Jakie skutki w psychice młodego człowieka, który latami walczył ze swoją słabością, wywołało zdarzenie, że na koniec poszedł na egzamin maturalny, a tam dano mu pytania z tego, czego się nie uczył i powiedziano, nie nadajesz się? Ministerstwo postanowiło rozwiązać ten problem wprowadzając przepis: § 59. 9. Szczegółowe kryteria oceniania arkuszy egzaminacyjnych, o których mowa w § 98 ust. 1, uwzględniają indywidualne potrzeby psychofizyczne i edukacyjne absolwentów, o których mowa w ust. 1. Jego uwzględnienie wymagało do OKE ograniczenia oceniania matury dyslektyka do zadań wyłącznie z zakresu przerobionego w szkole. Opisany przepis, chociaż obowiązywał przez kilka lat, nigdy nie wszedł w życie. Dowiedział się, że Dyrektor OKE otrzymał od Minister Katarzyny Hall zakaz jego uwzględniania. W mojej opinii, Pani Minister Katarzyna Hall podjęła otwarte zwalczanie dyslektyków. Kulminacją było ogłoszenie przez wiceministra edukacji, Pana Zbigniewa Marciniaka, że dysleksja nie istnieje. Kuriozalność tej wypowiedzi była nie do pojęcia. Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne, agendy MEN, wydawały uczniom opinie i orzeczenia, w których znajdowało się potwierdzenie dysleksji. Uczeń w dobrej wierze przynosił otrzymany dokument do szkoły. Tam niejednokrotnie słyszał, jesteś oszust, leń i kombinator. Zostałeś zdemaskowany przez Ministerstwo Edukacji, które ogłosiło, że dysleksji nie ma. Dlaczego podjęto taką akcję przeciwko tysiącom dyslektyków? Przecież oni nic złego Pani Minister nie zrobili. Chyba podjęła ich zwalczanie tylko dlatego, że żyli. Zasadniczy cios dyslektykom zadał Dyrektor CKE. Ustalił, że maturę może na komputerze pisać tylko zdający, u którego poziom dysgrafii uniemożliwia odczytanie pisma ręcznego. Od pracowników CKE dowiedziałem się, że zasadę tą zarekomendowało Polskie Towarzystwo Dysleksji. Z początku wydało mi się to dziwne. Każdy, kto posiada choćby elementarną znajomość dysleksji wie, że czytanie i pisanie jest dla dyslektyka bardzo męczliwe. Co z tego, że mozolnie wyeliminował on dysgrafię, jeżeli na maturze jest w stanie napisać ręcznie jedynie kilka zdań. Gdyby już w szkole pozwolono mu pisać na komputerze, prawdopodobnie zdałby maturę. Moim zdaniem dopuszczenie używania w szkołach komputerów przez dyslektyków byłoby zabójcze dla interesów Polskiego Towarzystwa Dysleksji, w tym dla osób związanych z tą organizacją. Uważam, że wtedy spadło by zainteresowanie kupnem materiałów i szkoleniami, zwłaszcza dotyczących tzw. metody dobrego startu w wersji opracowanej przez Panią Profesor Martę Bogdanowicz. Z informacji uzyskiwanych od pracowników MEN wynika, że PTE było podstawową siłą ekspertską w opracowywaniu zasad rozpoznawania dysleksji w PPP. Prawdopodobnie dobrano je tak, żeby spowodować wysyp dyslektyków, a raczej pseudo dyslektyków. Stąd w niektórych szkołach za dyslektyków uznaje się 40 % uczniów. To dobrze służy interesom TPD. Ciekawym jest, że Pani Katarzyna Hall, której zastępca ogłosił, iż dysleksja nie istnieje, po skończeniu kadencji otrzymała godność honorowego członka TPD. Moim zdaniem, po Pani Hall pozostali w MEN zaufani strażnicy dobrych interesów. Oglądając dostępną w internecie retransmisję z posiedzenia komisji senackiej, na której prowadzący obrady, Pan Profesor Kazimierz Wiatr odczytał fragment mojego pisma, czym wywołał dyskusję o dostosowaniu wymagań widać, że były tam osoby z MEN, które pilnowały, żeby Pani Minister, jako osoba niewtajemniczona, nie chlapnęła w tej sprawie czegoś, co mogłoby zaburzyć opisywane interesy. Gdyby sprawdzić jakie kwoty grosza publicznego wpłynęły do TPD lub płynęły via TPD, być może rzucone było by nowe światło na opisane zależności. Wygląda na to, że jedna tylko organizacja biznesowa, ukrywająca się pod mianem stowarzyszenia, w imię swoich partykularnych interesów, prawdopodobnie zmajoryzowała Ministra konstytucyjnego. Można postawić hipotezę, że politykę bardzo szkodliwą dla tysięcy młodych ludzi podjęto interesie tej organizacji. Chyba poświęcono tysiące młodych ludzi, żeby lepiej zarabiać. Ogrom szkód społecznych, związanych z niszczeniem psychiki tysięcy młodych ludzi, spowodowanym ministerialnym zwalczaniem dyslektyków jest nie do opisania. Ich skala jest nieporównywalnie większa od skutków okropieństw nadużywania władzy w mrocznych obszarach PRL – u. Czy Pani Anna Zalewska zmierzy się z tą sprawą i podejmie trud choćby częściowego naprawienia zła, wyrządzonego przez Jej poprzedniczki? Problem dyslektyka w polskiej szkole jest problemem sztucznym, rozdmuchanym do nieprawdopodobnych rozmiarów, prawdopodobnie wyłącznie w interesie TPD. W istocie, żeby go nie było, wystarczy przywrócić przepisy uchylone przez Panią Katarzynę Hall, nadać rangę przepisu ustawowego opisanej powyżej wykładni pojęcia dostosowania wymagań oraz dopuścić używanie przez dyslektyków komputerów na lekcjach. Należy tez zaprzestać napuszczania nauczycieli na dyslektyków, zwłaszcza przez głoszenie absurdalnej tezy, że nauczyciel na lekcji w klasie 25 osobowej musi dostosowywać metody pracy do jednego dyslektyka w klasie. To nie jest możliwe. Jak dyslektyk wyposażony w komputer, nie nadąży za danym tematem, zacznie indywidualną pracę z programem wskazanym przez szkolnego specjalistę od dysleksji. Mając zajęcie nie będzie uciążliwy dla nauczyciela. Będzie miał szansę rozwijania się i zdobywania wiedzy, nawet większej, niż inni uczniowie, chociaż będzie to trochę inne wiedza. Zapewnienie tym osobom odmiennych ścieżek edukacyjnych na poziomie ponad gimnazjalnym i ponad licealnym, co jest wyzwaniem stojącym przed Panią Minister Anną Zalewską z pewnością sprawi, że znajdą one miejsce w społeczeństwie.

Portal Oświatowy

Oświata jest największą organizacją w Polsce. Składa się na niż kilkadziesiąt tysięcy jednostek, zatrudniających ponad milion osób. Obowiązek sprawnego zarządzania oświatą spoczywa na Ministrze Edukacji Narodowej. Około 15 milionów Polaków, w tym uczniów i ich rodziców należy do grupy bezpośrednich odbiorców szeroko rozumianych usług oświatowych. W demokratycznym Państwie Prawa każda z tych osób powinna współuczestniczyć w zarządzaniu oświatą, na przykład poprzez zinstytucjonalizowane prawo wyrażenia opinii. Podstawą funkcjonowania, każdej organizacji jest posiadanie odpowiednich informacji. Francuzi mówią: „Bez materii nie ma nic, bez energii wszystko jest nieruchome, bez informacji jest chaos”. Polska oświata wykazuje cechy chaosu ze względu na brak skutecznego systemu gromadzenia i przetwarzania informacji, zwłaszcza tych najważniejszych, bo oddających rzeczywistą jakość nauczania w danej klasie. Opisywaną rolę może znakomicie spełnić Portal Edukacyjny, prowadzony przez Ministra Edukacji Narodowej. Należy do niego wprowadzić każdego uczestnika systemu oświaty. Powinna w nim się znaleźć wizytówka każdej placówki oraz każdego pracownika oświaty, począwszy od osób zatrudnionych przy wykonywaniu prac pomocniczych, a skończywszy na każdym pracowniku Ministerstwa i samym Ministrze Edukacji Narodowej. Do uprawnionych użytkowników portalu należy zaliczyć każdego ucznia i wszystkich rodziców. Uprawnienia użytkownika portalu należy nadać każdej innej osobie, która wyrazi taką wolę a jej tożsamość zostanie zweryfikowana. Podstawowym zasobem informacji gromadzonych w systemie powinny być dane z dzienników elektronicznych. Będą tam wskazane m.in. tematy lekcji, wykorzystanie narzędzi ujętych w podstawie programowej, którą system odnotuje automatycznie, oceny i opinie wystawiane przez nauczyciela, wymagania edukacyjne, w tym ustalane w związku z danym sprawdzianem oraz korespondencja elektroniczna nauczyciela z uczniami i rodzicami, a także korespondencja wymieniana pomiędzy uczniami i pomiędzy rodzicami. Z czasem każda klasa powinna zostać wyposażona w kamery, co pozwoli rodzicom na przykład na obserwację lekcji on line lub później. Proponowany system zapewni dobrą informację o jakości lekcji i pracy wychowawczej nauczycieli, bez potrzeby sporządzania jakichkolwiek sprawozdań. Dyrektorzy placówek powinni być zobowiązani do wprowadzenia do portalu informacji o wszelkich zdarzeniach, których obowiązek bieżącego wskazywania zostanie przewidziany w systemie. Portal powinien być narzędziem gromadzenia, przetwarzania i dystrybucji szeregu informacji zarządczych. Należy przewidzieć pełne przejście oświaty na e-dokumenty. Samo tylko odstąpienie od wydawania wydrukowanych świadectw może dać rocznie ok. 150 milionów złotych oszczędności, co raczej wystarczy na pokrycie kosztów uruchomienia i funkcjonowania portalu. System powinien umożliwiać uczniom i rodzicom współuczestnictwo w zarządzaniu placówkami poprzez prawo wyrażenia anonimowej opinii, także o nauczycielu. Wpis może być anonimowy wobec użytkowników systemu, ale nie wobec administratora. Prawo opiniowania nie może być nadużywane zwłaszcza przez podawanie okoliczności nieprawdziwych, pomawianie nauczycieli, albo ich obrażanie. Prawo zamieszczania opinii anonimowych nie może dotyczyć użytkownika niebędącego uczniem danej szkoły lub jego rodzicem. System powinien przewidywać możliwość automatycznego przesyłania informacji do wybranej grupy odbiorców. Na przykład do wszystkich uczniów danej klasy, szkoły, rodziców itp. System powinien być także narzędziem do przeprowadzania głosowań. W ramach portalu powinien funkcjonować system e-egzaminów i e-matur. Wizerunek oświaty jest znacznym stopniu kreowany przez wizerunek Ministra Edukacji Narodowej. W systemie powinny się pojawiać krótkie ( znak czasu) video wypowiedzi Ministra, adresowane do określonych grup, na przykład do uczniów lub do nauczycieli, do których link zostanie automatycznie przesłany na odpowiednie adresy elektroniczne. Kiedy Pani Minister zacznie swój dzień pracy od uruchomienia komputera, na ekranie powinien pojawić się napis: Witam Pani Aniu, miło mi poinformować, że w ciągu ostatnich 72 godzin w oświacie nie zdarzyło się nic, co mogłoby Panią niepokoić. Na pewno Panię ucieszy że, ( tu lista miłych zdarzeń).

Wadliwość formy podstawy programowej

Podstawa programowa to zestaw treści nauczania oraz umiejętności, które muszą być uwzględnione w programie nauczania i umożliwiają ustalenie kryteriów ocen szkolnych i wymagań egzaminacyjnych. Ambicją wielu ministrów edukacji było wprowadzenie zmian w podstawach programowych. Ogłaszając je podnosili, że oto odnieśli wielki sukces i dzięki nowym podstawom młodzież będzie lepiej wykształcona, a nawet mądrzejsza. Nauczyciele zachowywali większy dystans. Na forum http://www.45minut.pl/forum/viewforum.php?f=9 , nauczycielka, Pani „koma” napisała: „Ustawa o systemie oświaty oraz statuty szkolne te wszystkie zasady i cele nauczania wymieniają. To ogólniki i pobożne życzenia, które należny „rozłożyć” na treści i sposób realizacji. A na ten temat słyszymy bełkot…Raz podstawa programowa ma być dopasowana do wieku ucznia, raz do poziomu, na którym jest (cokolwiek to znaczy), raz uwzględniająca indywidualne cechy rozwojowe ucznia, innym znów razem sztywna, obowiązująca wszystkich uczniów w ten sam sposób. Nie wiemy NIC! Oni też nie…. ” Spostrzeżenia Pani „komy” zasługują na uznanie za trafne. Przepisy dotyczące podstawy programowej są niejasne i wzajemnie sprzeczne. Zaprezentowany przez MEN projekt podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkół podstawowych powtarza dotychczasowe niedomagania podobnych dokumentów. Prawdopodobnie został opracowany przez naukowców. W pracy naukowej badacz przyjmuje określone założenia i uwzględniając je buduje pewien sztuczny model rzeczywistości. Z racji przyjętych uproszczeń model ten odbiega on od rzeczywistości, jednak nadaje się do dysput na konferencjach. Implementować go jednak nie można. Zazwyczaj próby zmuszenia rzeczywistości, żeby „dostosowała” się do uproszczonego modelu opracowanego przez profesora spełzają na niczym. Co najwyżej grożą wystąpieniem poważnych napięć. W zaprezentowanym przez MEN projekcie czuje sie rękę Pana Profesora Sławomira Jacka Żurka. Pan Profesor przyznaje publicznie, że opracowując podstawę przyjął założenie upraszczające, iż jest ona przeznaczona dla ucznia średnio zdolnego. Tymczasem w typowej klasie są też uczniowie wybitnie zdolni, mało zdolni oraz dyslektycy, często osoby autystyczne lub z zespołem Aspergera. Podstawa opracowana zgodnie z założeniami Pana Profesora Żurka nie nadaje się więc dla typowej klasy. Wielu nauczycieli prywatnie przyznaje, że podstawy programowej nie czyta, bo jak zaczęli, ogarnął ich tzw. pusty śmiech. Podnoszą, że autorzy podstaw nie mają większego pojęcia o pracy nauczyciela i raczej należy uważać ich za bujających w obłokach. Pan Profesor Żurek jest wybitnym znawcą języka i obraca się wśród osób podobnych. Prawdopodobnie ma wielkie marzenie, żeby uczniowie też zostali takimi znawcami. Realizuje je wprowadzając odpowiednie treści i wymagania do podstawy programowej. Uczniowie się przed tym bronią ponieważ, nie umniejszając szacunku dla języka polskiego, trzeba uwzględnić, że aktualnie zmieniła się praktyka posługiwania się językiem. Obecnie duża część wiedzy pozyskujemy z obrazów i krótkich komentarzy. Zarówno pisanie jak i czytanie długich tekstów wychodzi z praktyki i nie jest to już umiejętność pożądana przez młodych ludzi. Pan Profesor też nie uwzględnia, że są wśród uczniów osoby w dysleksją nasiloną, które nigdy nie opanują sprawnego czytania i pisania, jednak posługując obrazami potrafią opanować większą wiedzę pozaszkolną niż znawcy języka. Wiele zamieszania powstaje w związku z interpretowaniem przez autorów programów szkolnych wymagań wynikających z podstawy programowej. Warto rozważyć, czy podstawa nie powinna zawierać standardów wymagań szkolnych podanych expressis verbis. Powinna też określać stopień obowiązywania treści nauczania i wymagań w zależności od ucznia, żeby możliwe było stosowanie zasady, że nauczyciel ustala indywidualne treści i wymagania odpowiednio dla każdego ucznia. Chyba lepiej potrafi opracować podstawę zespół złożony z nauczycieli praktyków, uzupełniony osobami psychologów, zwłaszcza z doświadczeniem z PPP, oraz pracujących metodą Davisa. Na stronach internetowych niektórych poradni znajdują się opracowania wskazujące, że ich autorzy znają wiele ważnych zagadnień.

Ocenianie uczniów.

Ocenianie osiągnięć edukacyjnych ucznia polega na rozpoznawaniu przez nauczycieli poziomu i postępów w opanowaniu przez ucznia wiadomości i umiejętności w stosunku do wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego oraz wymagań edukacyjnych wynikających z realizowanych w szkole programów nauczania. Programy nauczania w edukacji muszą być oparte na treściach kształcenia podanych w podstawie programowej. Treści te stanowią całokształt podstawowych umiejętności, wiadomości z dziedziny nauki, techniki, kultury, sztuki oraz praktyki społecznej, przewidziany do opanowania przez uczniów podczas ich pobytu w szkole. Wymagania edukacyjne są oczekiwaniami nauczyciela wobec ucznia. Program powinien zawierać wymagania przewidziane dla uczniów, których po wybraniu ich przez nauczyciela są nazywane wymaganiami edukacyjnymi. Nauczyciele są zobowiązani do informowania na początku roku szkolnego uczniów i ich rodziców o wymaganiach edukacyjnych niezbędnych do otrzymania przez ucznia poszczególnych śródrocznych i rocznych ocen klasyfikacyjnych z zajęć edukacyjnych, wynikających z realizowanego przez siebie programu nauczania. Zapis tych wymagań jest stosunkowo rozległy, stąd dla poinformowania o nich trzeba by przekazać je na piśmie. Na ogół nauczyciele przedstawiają wymagania ustanie, co czyni martwym przepis o obowiązku informowania o wymaganiach. Ustalone dla ucznia wymagania edukacyjne stanowią określoną interpretację zapisów podstawy programowej. Interpretacji tych może być wiele, tyle ile jest programów i, tyle ilu nauczycieli je realizuje, więc uczniom z różnych klas są stawiane odmienne wymagania edukacyjne. Z jeszcze inną interpretacją wymagań z podstawy programowej spotykają się uczniowie na egzaminach zewnętrznych. Podstawa programowa jest powszechnie krytykowana, zwłaszcza przez nauczycieli. Zwracają oni uwagę na przeciążenie uczniów, spowodowane koniecznością realizacji całej podstawy programowej, brak różnicowanie jej obowiązywania, powodujący że część uczniów nie nadąża za programem, brak powiązanie treści kształcenia z życiem codziennym oraz nieuwzględnienie potrzeb uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnym, powodujące konieczność stawianie uczniom wymagań, którym nie są w stanie sprostać, co całkowicie dezorganizuje ich edukacje, niszczy psychikę i sprzyja wykluczeniu społecznemu. Nie ulega kwestii, że istnieje konieczność zmiany formy podstawy programowej. Największy nacisk należy przy tym położyć, na kształtowanie samodzielności myślenia i kreatywności. Powszechność dostępu do komputerów oraz możliwości tkwiące w technikach informacyjnych każą patrzeć na podstawę programową w sposób zdecydowanie odmienny o dotychczasowego. W każdym przedsięwzięciu edukacyjnym można wyróżnić cele główne, kierunkowe i operacyjne. Każdy cel operacyjny powinien być konkretny, realny i przekładany na działania oraz mierzalny, czyli skojarzony z określonymi wymaganiami. Prawdopodobnie podstawa programowa powinna być opracowywana według opisanych zasad. Podstawa musi być identyczna dla wszystkich szkół, jednak gałęzie celów operacyjnych na poziomie najniższym powinny mieć charakter fakultatywny, co umożliwi szkole i nauczycielowi indywidualny dobór wybór konkretnych treści i metod nauczania. Należy powołać zespół specjalistów, złożony z naukowców oraz nauczycieli praktyków, który opracuje modelową formę podstawy programowej. Powinna być ona poddana debacie publicznej i po uwzględnieniu słusznych postulatów, należy ją uznać za obowiązującą. Po ustaleniu formy podstawy należy powołać zespoły specjalistów, które opracują podstawy odrębnie dla każdego przedmiotu i każdego semestru. Przewagę w składzie każdego zespołu powinni mieć nauczyciele praktycy, zarówno z dużym doświadczeniem, jak i młodsi, prezentujący tzw. świeże spojrzenie. Osoby te, na czas opracowywania podstaw programowych powinny uzyskać częściowe zatrudnienie w MEN, bez przerywania pracy w szkole, jednak ze zmniejszonym pensum. Każde z zagadnień przerabianych w szkole powinno być odpowiednio „oprzyrządowane”. Zapisom celów operacyjnych powinny towarzyszyć wskazówki dla nauczyciela, a nawet gotowe scenariusze. Dla uczniów należy przygotować prezentacje, filmy oraz wciągające gry edukacyjne, w których przejście na wyższy poziom wymaga posiadania określonej wiedzy szkolnej. Informacje podawane tekstowo powinny być krótkie, podobne do występujących na portalach internetowych. Filmy powinny trwać nie więcej niż kilka minut. Do opracowania opisanych narządzi należy więc zatrudnić profesjonalistów. Dziennikarzy, zwłaszcza z praktyką internetową, reżyserów filmowych, twórców filmów dokumentalnych oraz aktorów, w tym aktorów znanych i popularnych, także autorów gier komputerowych. Niektóre lekcje powinny mieć charakter spektaklu multimedialnego, wciągającego wszystkich uczniów. W szkole nie o to chodzić, żeby zadawać uczniom pracę domowe, lecz żeby wiedza była podawane w takiej formie, iż będą po lekcji o niej rozmawiać i sami chętnie wracać do określonych fragmentów lekcji. Niektóre lekcje są powtarzane w szkołach kilkanaście tysięcy razy rocznie. Stad właściwe ich rozpracowanie i „oprzyrządowanie” jest konieczne. Koniecznym wydaje się powołanie instytutu do spraw opracowywania, doskonalenia i monitorowania podstawy programowej.

Osobnym zagadnieniem jest opracowanie metodyki prowadzenia lekcji z wykorzystaniem opisanych narządzi i przeszkolenie nauczycieli. Z chwilą rozpoczęcia nauki w danym semestrze podstawa programowa, w części dobranej przez nauczyciela, powinna być importowana przez dziennik elektroniczny. Powinien on automatycznie przesłać ogólne wymagania edukacyjne na adresy e-mail wszystkich uczniów i rodziców. Każda lekcja w średnio 25 osobowej klasie musi być dostosowana do potrzeb i możliwości ucznia średnio uzdolnionego. Nauczyciel nie może się sklonować i dostosowywać metod do każdego ucznia z osobna. Jeden z uczniów wynosi z lekcji więcej, inny mniej i jest to naturalne. Jednak w związku z zapowiedzianym odpytywaniem ucznia lub sprawdzianem nauczyciel jednym kliknięciem wskazuje zakres obowiązującego materiału, a drugim tzw. potencjał ucznia będący uznaniową oceną jego zdolności i mobilności szkolnej. System automatycznie dobiera i przesyła pocztą elektroniczną indywidualne wymagania edukacyjne dla każdego ucznia, na których on się koncentruje przygotowując do sprawdzianu lub odpowiedzi. W systemie powinny być pytania i zadania. Na sprawdzianie nauczyciel będzie mógł korzystać z pytań automatycznie generowanych przez system lub zadawać własne. Powyższe zasady nie mogą dotyczyć uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Dla nich powinien na bieżąco ustalać nauczyciel. Powinien uwzględniać jedynie ich potrzeby rozwojowe. Dla uczniów tych należy przewidzieć odrębną ścieżkę umożliwiając in także kończenie studiów . Ocena wystawiana uczniowi powinna wskazywać, w jakim stopniu sprostał on wymaganiom dla niego ustalonym. Jest to jedyne kryterium wystawienia oceny. Nie można odnosić do wiedzy danego ucznia do posiadanej przez innych uczniów. Jedyną funkcją oceny szkolnej powinno być motywowanie ucznia do zwiększania wysiłku. Dobierając wymagania i wystawiając ocenę nauczyciel powinien uwzględniać, czy na danego ucznia silniej wpływają bodźce negatywne, czy pozytywne, dobierając odpowiednio proporcje pomiędzy spotykających ucznia goryczami porażek i radościami z sukcesu. Uczniom, dla których szkoła „jest jedną wielką porażką”, nauczyciele nie powinien ich dodatkowo serwować. Trzeba uwzględniać, że tak ustalana ocena uzyskana nie zasługuje na uznanie za jakąkolwiek miarę wiedzy i umiejętności ucznia. Jest jedynie efektem „gry” jaką nauczyciel, podobnie jak trener w klubie sportowym, prowadzi z uczniem, celem skłonienia go do maksymalnego wysiłku. Na koniec semestru nauczyciel wpisuje do dziennika swoją opinię wyrażającą w procentach stopień opanowania przez ucznia poszczególnych wymagań. Opinia ta, chociaż pozostająca jedynie opinią, jest ważną informacją dla ucznia i jego rodziców. Dane z dzienników elektronicznych powinny być eksportowane na serwer Ministra, dzięki czemu, po odpowiednim przetworzeniu Minister uzyska ważne informacje potrzebne dla właściwego zarządzania oświatą. System powinien zawierać algorytm umożliwiający prognozowanie wyników, jakie uzyska uczeń w świetle opisywanej opinii nauczyciela. Podawanie wiedzy w sposób atrakcyjny dla uczniów wychodzący na przeciw ich naturalnej ciekawości świata może spowodować istotny wzrost efektywności kształcenia i sprzyjać unicestwieni wielu dotychczasowych problemów szkolnych. Wprowadzenie opisanego systemu oceniania spowoduje, że uczeń nie będzie się uczył dla stopnia, lecz po to, żeby posiąść jak największą wiedzę i jak największe umiejętności.

Skończmy z nudą w szkole

Polska szkoła nie nadążyła za duchem czasu. W powszechnej opinii uczniów jest nudna. Większość nauczycieli traci autorytet. Są uważani przez uczniów za nudziarzy. Uczniowie się z nich skrycie śmieją. Uważają jednak, że trzeba się z tym maskować, żeby nie podpaść. Wiedzą, że to ważne. Nadejdzie koniec semestru i nauczyciel ogłosi niepokornego „zagrożonym”. Na moim blogu jedna z nauczycielek otwarcie przyznała, że groźba pozostawienia ucznia na drugi rok, jest jedynym instrumentem dyscyplinowania uczniów, jaki jeszcze pozostał w ręku nauczyciela. Pojawiają się nawet propozycje zastosowania tej metody wobec najzdolniejszych, ale niepokornych. Jej zwolennicy postulują, żeby promocję mogła wstrzymać ocena naganna ze sprawowania. Albert Einstein napisał: „Najgorzej jak szkoła ucieka się do takich metod jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc z nich ludzi uległych.” Nudność i brak autorytetu polskiej szkoły sprawił, że postanowiono systemowo niszczyć samodzielność i kreatywność uczniów oraz ich wiarę w siebie, żeby byli posłuszni i ulegli wobec nauczycieli. Wielu nauczycieli głosi, że innej metody zapewnienia dyscypliny w szkole niż utrzymywanie uczniów w strachu, już nie ma, a ten kto głosi co innego, to się po prostu nie zna. Jednak uczniowie już tacy pozostaną w życiu dorosłym, chociaż w testach PISA wypadną dobrze. Oparcie edukacji szkolnej na utrzymywaniu uczniów w poczuciu strachu i wymuszaniu uległości oraz pozbawianiu ich samodzielności i kreatywności czyni każdemu z nich wielką krzywdę na całe życie i jest wysoce szkodliwe społecznie. Koniecznym jest zastanowienie się nad przyczyną takiego stanu rzeczy i szukanie innej drogi. Jest naturalnym, że uczniowie przychodzą do szkoły licząc, że znajdą tam wiedzę zaspakajającą ich naturalną ciekawość świata. Kilkanaście lat temu nauczyciel był dla ucznia najważniejszym źródłem wiedzy. Był guru. Dzisiaj już nie jest. Młodzi ludzie korzystają z internetu, w tym googli, udostępnianych wzajemnie linków, programów edukacyjnych w telewizorze. Żyją w zupełnie odmiennym środowisku informacyjnym niż szkoła. Nauczyciele utracili swoją atrakcyjność. W oczach uczniów stali się reliktami ze świata, który minął. Czy jest to ich wina. Nie jest. To kolejni Ministrowie Edukacji nie zauważyli i nie uwzględnili, że szkoła będzie mogła właściwie spełniać swoją rolę, jeśli nadąży za światem. Jeśli będzie funkcjonować w takim samym środowisku informacyjnym jak uczniowie. Nie da się tego osiągnąć bez sal audiowizualnych, szerokopasmowego internetu, komputera na każdej ławce, służbowego laptopa dla każdego nauczyciela. Nie da się tego osiągnąć bez udostępnienia nauczycielom odpowiednich programów, umożliwiających prezentację wiedzy z wykorzystaniem technik audiowizualnych, w sposób atrakcyjny dla uczniów.

Multimedialna lekcja szkolna

Na początku lat siedemdziesiątych grupa uczniów Technikum Radiotechnicznego w Dzierżoniowie, do której należałem, podjęła przygotowywanie multimedialnych lekcji z języka polskiego. Mieliśmy do dyspozycji profesjonalne studio radiowe, wzmacniacze, głośniki, rzutnik oraz źródła światła. Szybko zauważyliśmy, że multimedialna lekcja ma sens, jeśli jest profesjonalnie opracowanym spektaklem. Na początku pojawiała się muzyka wprowadzająca słuchaczy w odpowiedni nastrój i sprzyjająca koncentracji. Coś w rodzaju uwertury. Potem były wyświetlane slajdy, którym towarzyszył odpowiedni podkład muzyczny oraz komentarz nagrany przez sprawnego lektora. Prezentowanie takiej porcji wiedzy nie mogło trwać dłużej niż pięć minut, żeby utrzymywać uczniów w napięciu i koncentracji. Następnie do akcji wkraczał nauczyciel komentujący i wyjaśniający zaprezentowana treści i, jak się obecnie mówi, moderujący dyskusję. W tym czasie muzyka nie milkła, jedna stanowiła jedynie tło. Wyświetlane były slajdy, na przykład z sentencją wartą zapamiętania. W trakcie dyskusji następowało pewne rozluźnienie, które było konieczne, ponieważ uczeń nie jest w stanie utrzymywać pełnej koncentracji przez całe 45 minut. Na znak nauczyciela odtwarzana była kolejna uwertura i następował kolejny pokaz slajdów, oprawiony muzycznie i komentowany przez lektora. W czasie jednej lekcji udawało się przerobić maksimum trzy takie pokazy. Lekcja kończyła się muzyką relaksacyjną, mając doprowadzić do rozluźnienia i ustania napięć. Lekcje te pozostawały nam w pamięci, dawały tematy do rozmów pozaszkolnych. Tamte doświadczenia pozwalają mi na stwierdzenie, że multimedialne lekcje szkolne powinny być opracowane przez interdyscyplinarne zespoły profesjonalistów. Tylko w takim przypadku będą miały odpowiedni poziom merytoryczny oraz co bardzo ważne, artystyczny. W zespole powinni być nauczyciele, zapewniający odpowiedni dobór przekazywanych treści, metodycy, specjaliści opracowujący zawodowo komentarze, muzycy zwani żargonowo oprawcami, specjaliści od animacji komputerowych oraz montażu całego materiału, znawcy filmotek i fonotek oraz wielu innych. Jednak najważniejszy w zespole jest dobry reżyser filmowy, bo on najlepiej wie, jak zaprezentować dany temat, dotrzeć do uczniów i wywołać emocje. Nie powinno zabraknąć uczniów wskazujących odpowiednią muzykę oraz aktorów i raperów. Pierwsze zespoły powinny wypracować wymagania, jakie powinna spełniać dobrze opracowana lekcja, zweryfikowana w szkołach pilotażowych. Może to pozwolić na zamawianie kolejnych lekcji u producentów zewnętrznych. Nie każda lekcja powinna być spektaklem. W przypadku matematyki czy fizyki powinny to być odpowiednie gry. Kompleksowo opracowany semestr powinien obejmować także lekcje powtórkowe , zapewniające ugruntowanie materiału oraz sprawdziany. Czy opracowane centralnie lekcje multimedialne spotęgują unifikację oświaty? Niekoniecznie. Wystarczy zadbać o odpowiednie wariantowanie programów. Czy polski nauczyciel da radę prowadzić opisane lekcje? Ma przygotowanie merytoryczne w danym temacie. Potrafi rozmawiać z klasą i moderować dyskusję. Nauczyciel ma też odpowiednie doświadczenie, bo na codzień prowadząc lekcje, jest w istocie aktorem na scenie. Dlatego można twierdzić, że każdy nauczyciel bez problemu poprowadzi lekcję multimedialną. Wystarczy dać mu do dyspozycji salę multimedialną oraz program w postaci opracowanej lekcji.

Prawa uczniów

Z pewnością znakomita większość nauczycieli z przykrością patrzy na przypadki łamania praw ucznia. To nie nauczyciele lecz prawo oświatowe pozbawiło uczniów ich praw podmiotowych. Bywają jednak nieliczni nauczyciele, którzy wykorzystują sytuację. Chociaż to margines, trzeba o tym myśleć i rozmawaić, bo działają, jak łyżka dziegciu w beczce miodu. Zgodnie Art. 87 Konstytucji RP źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja RP, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia, a także akty prawa miejscowego. Tymczasem przepisy punktu 7) Art. 60 ustawy o systemie oświaty wprowadzają nowe, nieznane Konstytucji źródło prawa obowiązującego uczniów polskich szkół. Stanowią one, że prawa i obowiązki uczniów są ustalane w statutach szkolnych. Statuty szkolne ustalane przez organy założycielskie lub rady pedagogiczne. Tak więc Art. 60 ustawy o systemie oświaty ustanowiono nowe, nieznane Konstytucji RP organy niesłusznie uprawnione do stanowienia prawa. Niewątpliwie statuty szkolne w części dotyczącej ustalania praw i obowiązków uczniów zasługują na uznanie za nieważne. Zapisy statutów przewidujące karanie uczniów, pozostają też w rażącej sprzeczności z przepisami ustawy o postępowaniu wobec nieletnich. Jej Art. 5. stanowi, że wobec nieletniego mogą być stosowane środki wychowawcze oraz środek poprawczy w postaci umieszczenia w zakładzie poprawczym. Kara może być orzeczona tylko w wypadkach prawem przewidzianych, jeżeli inne środki nie są w stanie zapewnić resocjalizacji nieletniego. Jeśli w danej klasie będzie uczeń zdemoralizowany, rozwali cały wysiłek nauczyciela. Zgodnie z prawem taki problem powinien być rozwiązywany przez Sąd rodzinny, a nauczyciela nie można tym obciążać. Wiele statutów szkolnych zawiera przepis przewidujący zawieszenie prawa do udziału w wycieczkach i imprezach organizowanych przez szkołę. Pozbawienia on ucznia prawa do niektórych form nauki. Jest to kara nie dość, że bezprawna, to na dodatek naruszająca Art. 70 Konstytucji RP. Przepis punktu 7) Art. 60 ustawy o systemie oświaty ma zatem znaczenie zasady wyłączającej przestrzeganie praw ucznia w szkole. Jego przykładowe skutki opisał w piśmie z dnia 28 grudnia 2012 (ZEW/500/38/2012/ESn) Rzecznik Praw: … Wśród 160 zarejestrowanych spraw „przemocowych” związanych z agresją w szkołach ( stan na 16 października 2012 r.) 100 dotyczyło przemocy ze strony osób dorosłych (nauczycieli i dyrektorów szkół). Zgłaszana przemoc polegała m.in. na straszeniu ucznia brakiem promocji, wypowiadaniu sarkastycznych uwag, ośmieszaniu ucznia na forum klasy (m.in. wygląd zewnętrzny, sytuacja rodzinna), biciu, popychaniu, krzyczeniu, kierowania do ucznia obraźliwych epitetów, wulgaryzmów, stosowaniu kary „kozy”, wypraszaniu z klasy. …. Wagę przedstawionego problemu potwierdza raport „Przemoc w szkole 2011”, przygotowany przez grupy wydawnicze Media Regionalne i Polskapresse oraz Fundację Orange. Zwrócono w nim uwagę, że 20 % uczniów zostało upokorzonych przez nauczyciele, a podobna liczba badanych twierdziła, że nauczyciel używał wobec nich obraźliwych słów. Jeden na siedmiu uczniów był przez nauczyciela straszony, a co dwudziesty ( 5 %) doświadczył ze strony nauczyciela agresji fizycznej ( był szturchany, potrącany, uderzony). 13% uczniów zostało wyrzuconych za drzwi.

W państwie totalitarnym rządzono przemocą i strachem. Każdy obywatel wiedział, że władza coś na niego ma, i jak zechce wykorzysta to. Szkoła w tamtej rzeczywistości siłą rzeczy opierała swoje funkcjonowanie na zastraszaniu uczniów. Bezpośrednio dotyczyło to ich niewielkiej części, ale pozostali wiedzieli, że jakby co, mogą w każdej chwili zostać dołączeni do grona represjonowanych. Edukacja jest jedynym obszarem, który nie podlegał lustracji i związanemu z nią zanegowaniu metod funkcjonowania rodem z państwa totalnego. Nauczyciele z epoki totalitaryzmu pozostali na swoich stanowiskach i przekazywali swoje metody pracy młodszym koleżankom i kolegom, w szczególności przekazywali im zasady sprawowania „władzy ocen”. Wielu młodych nauczycieli przyjęło te metody w dobrej wierze, bo uznali je za doświadczenia zawodowe. Niestety niektórzy przyjęli je dla wygody, bo łatwiej jest utrzymywać klasę w posłuszeństwie strachem, niż porwać ją swoim autorytetem i prowadzeniem ciekawych lekcji. Są tacy nauczyciele, na szczęście nieliczni, którzy nawet sobie nie wyobrażają, że stosunki w szkole mogą być kształtowane inaczej niż poprzez przemoc i utrzymywanie uczniów w poczuciu strachu. Nie wyobrażają sobie tego także wysocy urzędnicy MEN, którzy tak kształtują prawo oświatowe, żeby „władza ocen” była podstawą funkcjonowania szkół. Władzę ocen sankcjonuje przepis Art. 44o. 4. ustawy o systemie oświaty, który stanowi, że począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, z wyjątkami wskazanymi w ustawie, uczeń otrzymuje promocję do klasy programowo wyższej, jeżeli ze wszystkich obowiązkowych zajęć edukacyjnych otrzymał roczne pozytywne oceny klasyfikacyjne. Stąd jeśli uczeń nie otrzymał ocen pozytywnych, pozostaje na drugi rok w tej samej klasie. Nie istnieje inne uzasadnienie przepisów o braku promocji, niż wyposażenie nauczycieli we władzę ocen, potrzebną do utrzymywania uczniów w strachu i posłuszeństwie. W władza ocen została nadana każdemu z nauczycieli z osobna. To nauczyciel jednoosobowo decyduje o ocenie niedostatecznej. Jeśli uczeń zażąda egzaminu komisyjnego, w komisji może być nauczyciel, który wystawił jedynkę. Uczeń nie ma dużych szans, ponieważ nauczycielowi dano do ręki oręż nieomal doskonały. Art. 3 Nauczycieli wyposażono w oręż doskonały. Art. 3 punkt 13) ustawy o systemie oświaty stanowi, że przez podstawę programową należy rozumieć obowiązkowe zestawy celów i treści nauczania, umożliwiające ustalenie kryteriów ocen szkolnych i wymagań egzaminacyjnych. Sęk w tym, że kryteria ocen szkolnych nie są zapisane w podstawie programowej, lecz są ustalane na jej podstawie przez nauczyciela. W praktyce nauczyciel może je ustalić nieomalże dowolnie i jak zechce to zawsze wykaże, że uczeń nie umie. Są, na szczęście nieliczni nauczyciele, którzy nie ukrywają, że władza ocen wyrażająca się prawem nakazania uczniowi powtarzania klasy jest podstawowym instrumentem dyscyplinowania uczniów. Kiedyś powtarzanie klasy było uważane za rzecz normalną. Mówiono uczniowi, masz braki, musisz je nadrobić. Jednak badania osiągnięć uczniów powtarzających klasę wykazały, że najczęściej uczeń po powtórzeniu klasy umie mniej, niż umiał przed jej powtarzaniem. Z powodu powtarzania klasy powstają u niego zaległości, których już nigdy nie nadrobi. Jego psychika jest obciążana wyrwaniem z grupy rówieśniczej, w której funkcjonował. Jest obciążona na zawsze, bo później, nawet w innej szkole informacja o dacie urodzenia natychmiast wskazuje, że powtarzał klasę. Przez brak promocji uczeń uzyskuje etykietę kogoś gorszego, kto się nie nadaje. Pozbawienie ucznia promocji jest najczęściej skierowanie go na drogę wykluczenia społecznego. Są szkoły, które świadomie, chociaż nie wszyscy nauczyciele to rozumieją, bo decyduje o tym grupa trzymająca władzę, poświęcają życie społeczne kilku uczniów po to, żeby pozostali bali się podobnego losu i niektórym nauczycielom pracowało się łatwiej. Nasuwa się pytanie, czy Państwo ma prawo stawiać wobec wszystkich uczniów wymóg, że mają obowiązek opanowania określonej wiedzy pod karą skierowania na drogę wykluczenia społecznego? Z pewnością Państwo takiego prawa nie posiada. Są uczniowie mniej zdolni. Niektórzy nauczyciele stawiają ich na marginesie klasy. Uczniowie nie chcą się z tym pogodzić. Reagują buntem i agresją. Narasta złowroga spirala prowokowana przez niektórych nauczycieli w imię fałszywie pojętej sprawiedliwości. Większość uczniów nie otrzymuje promocji dlatego, że wcześniej trafili na nauczyciela, który zniszczył ich normalne funkcjonowanie w szkole. Kolejny już nie miał szans na poradzenie sobie z tym problemem. Są też uczniowie z określonymi dysfunkcjami. Dlaczego Państwo zamiast im pomóc celowo kieruje ich na drogę wykluczania społecznego? Uważam, że jestem osobą, która ma szczególne moralne prawo pisania o tych sprawach. W 2002 roku podjąłem rozmowy z Ministerstwie zakończone uzyskaniem wykładni potwierdzającej, że uczeń ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się jest zobowiązany do opanowania materiału przewidzianego podstawą programową tylko w takim stopniu, w jakim jest to możliwe ze względu na występujące u niego specyficzne trudności w uczeniu się. W styczniu 2015 spowodowałem, że Senat RP doprowadził do przywrócenia przepisów o obowiązku dostosowania wymagań. Obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej ani nie uwzględnia opisywanej wykładni ani nie przestrzega przepisów o obowiązku dostosowania wymagań. Tysiące młodych ludzi ciągle jest świadomie, systemowo kierowanych w stronę wykluczenia społecznego. Jest wielu nauczycieli, którzy nie oglądają się na sygnały płynące z MEN i profesjonalnie oraz z wielkim sercem pomagają opisanym uczniom. Nie mają co liczyć na docenienie czy pochwałę. Pozostaje im jedynie satysfakcja, że działali zgodnie z misją nauczyciela i własnym sumieniem. Opisywane problemy są bardzo łatwe do usunięcia. Wystarczy, żeby Minister Edukacji Narodowej jak najszybciej spowodował uchylenie przepisów ograniczających przechodzenie uczniów do następnej klasy, co większość nauczycieli przyjmie z ulgą, przywrócił faktycznie obowiązek dostosowanie wymagań, także na egzaminach maturalnych, oraz doprowadził do uchwalenia kodeksu praw i obowiązków ucznia, który uzna niektóre czyny popełnianie na szkodę ucznia za czyny zabronione, ścigane z oskarżenia publicznego.