Dobra lekcja, to ciekawa lekcja

schlerin wirft papierkgelchen

Pani Ewelina Jaworska-Schweda napisała: wszyscy ludzie nie związani ze szkołą myślą że nauczanie tak zróżnicowanej grupy to bardzo lekka i przyjemna praca. wchodzimy na lekcje pogadamy kawkę wypijemy i po kilku godzinach do domu. nic bardziej mylnego. właśnie dlatego, że obecnie w klasach jest tylu uczniów z różnymi zaburzeniami nasza praca jest wyjątkowo ciężka. dla każdej klasy należy inaczej przygotować lekcje. brać pod uwagę każdego ucznia, dostosowywać zadania, co niestety nie zawsze można wprowadzić w życie. oczekuje się od nas realizacji programu, z tego jesteśmy rozliczani. rodzice każdego ucznia wymagają efektów, tego z dysleksja, upośledzeniem, niedostosowaniem i również tego zdolnego. 45 minut to bardzo mało żeby dla 24 osób jeden nauczyciel znalazł odpowiednią ilość czasu i uwagi. nad tym ubolewam. ale nie jest to wina nauczyciela, który zazwyczaj się stara, tylko systemu. podzielony 45 na 24 uczniów. ile wychodzi? a każde dziecko ma prawo do nauki, zarówno zdolne jak i mniej zdolne. każde. ale mamy tylko 45 minut

Pani Ewelina Jaworska-Schweda napisała też: Grażyna Habrajska problemem Naprawmy Edukację jest to, iż skupia się jedynie na mniejszości z dysfunkcjami nie biorąc pod uwagę faktu, że „normalne” dzieci, również mają do pewnych rzeczy prawo, chociażby zaspokojenia ich ciekawości świata. Co z uczniami zdolnymi? Ich należy „olać” mając w klasie kilku uczniów z dysleksją, adhd, dostosowaniem wymagań? Czekam na ten Pana złoty środek w postaci konspektu lekcji dla klasy z takimi uczniami. Dla klasy, w jakich nam przychodzi pracować. Czekam i czekam i się doczekać nie mogę. Jestem niezmiernie ciekawa, jak będzie Pan w stanie sprostać wymaganiom wszystkich uczniów w klasie, tych zdolnych (żeby się nie nudzili i rozwijali), tych przeciętnych, z dysfunkcjami, z adhd i orzeczeniami. Jeszcze dorzućmy jednego czy dwóch „ruchliwych i wygadanych”. Oczywiście ma Pan 45 minut lekcji. Przedmiot może Pan dowolnie wybrać.

Lekcja szkolna jest formą nauczania grupowego. Zawsze, już od czasów  Sturma i Komenskiego nie wszyscy uczniowie w jednakowy sposób korzystają z lekcji i nie wszyscy wynoszą z niej podobną dozę wiadomości. Lekcja musi być dostosowana do tempa uczenia się ucznia o średnim poziomie zdolności.   Immanentną cechą lekcji w systemie klasowo-lekcyjnym jest gubienie się na lekcji uczniów mniej zdolnych. Oni nie są w stanie nadążyć za programem. Zwykle do rozumienia  danej lekcji, za wyjątkiem nauki języków obcych i matematyki nie jest potrzebna znajomość materiały przerobionego wcześniej. Mit, że uczeń z zaległościami przeżywa stres, bo z ich powodu gubi się na lekcji jest fałszywy. Uczeń się gubi na lekcji, bo jest mniej zdolny, obciążony dysfunkcjami, a głównie dlatego, że nie chce się skupić i uważać na lekcji. Regułą jest, że w klasie jest kilku uczniów z trudnościami w czytaniu i pisaniu. Kiedyś uważano ich za leni. Dzisiaj wiadomo, że brak umiejętności pisania i czytania jest skutkiem dysleksji lub wadliwej edukacji wczesnoszkolnej. Dlatego nauczyciel nie powinien na lekcji nakazywać uczniom  czytania określonego fragmentu podręcznika czy dyktować czegoś do zapisania. Psychologowie podnoszą, że takie ewentualne postępowanie jest bullyingiem wobec ucznia, polegającym na jego wykluczaniu.  Z czasem takie zachowania nauczycieli będą raczej karalne.  Obecnie każda lekcja powinna być prowadzona z wykluczeniem konieczności pisania i czytania dla jej zrozumienia. Fałszywym mitem jest, że „dla każdej klasy należy inaczej przygotować lekcje”.  Stres szkolny powstaje nie z powodu nie nadążania za lekcją, lecz w związku z odpytywaniem.  Kiedyś nauczyciele łagodzili go, dostosowując wymagania do możliwości ucznia. Mówili Krzysio na piątką musi umieć tylko tyle, a Ania aż tyle. Wraz z wprowadzeniem egzaminów zewnętrznych nauczyciele wpadli w zbiorowy stres, że będą oceniani  przez pryzmat wiedzy ich uczniów. Nie poradzili sobie z tym i przenieśli swój stres na uczniów. Stąd od czasów tzw. reformy Handkego w polskiej szkole zaczęła obowiązywać zasada, że uczeń uczy się tylko pod przymusem, zwłaszcza ze strachu. Trzeba przyznać rację nauczycielowi, który w komentarzu napisał, że podstawowym batem na uczniów jest  brak promocji. Pozostawienie  danego ucznia na drugi rok  jest przestrogą dla  pozostałych, żeby rozumieli, iż jak się nie będą uczyli spotka ich to samo. Stąd najczęściej uczeń drugoroczny to kozioł ofiarny, którego życie zdruzgotano dla dobra innych.  Uczniowie najwięcej korzystają z lekcji, jeśli jest prowadzona ciekawie i interesująco. Niestety większość badań wskazuje, że w powszechnej opinii uczniów lekcje w polskich szkołach są potwornie nudne.

 

 

5 komentarzy

  1. Tosia 7 stycznia 2017
  2. Włodzimierz Zielicz 7 stycznia 2017
    • zbyszek 8 stycznia 2017
  3. Włodzimierz Zielicz 7 stycznia 2017

Dodaj komentarz