Pan Włodzimierz Zielicz napisał: oni się nie nadają

Group Of Elementary School Pupils In Computer Class

Pan Włodzimierz Zielicz napisał: Uczeń, który nie umie CZYTAĆ po prostu nie nadaje się do normalnej edukacji szkolnej powyżej klasy I-II SP, bo tam wszystko (prawie!) polega na czytaniu niestety. To tak jakby niewidomemu fundować na siłę zajęcia z malarstwa. I pożytek dla analfabety z takiej edukacji jest żaden – to dla niego stracony czas i trauma. To wszystko – taki uczeń powinien mieć zajęcia odpowiednie DLA SIEBIE albo powtórzyć klasę pierwszą + mieć wspomaganie !!! I żadne zaklęcia tego nie zmienią!

 

Mówienie, że  150 000 polskich dyslektyków nie nadają się do normalnej edukacji jest odbierane jako uznawanie ich za nienormalnych. Nazwanie ich analfabetami, to obelga. Skąd taka agresja u pedagoga? Zwykle ludzie przejawiają agresją wobec zjawisk, których nie potrafią zrozumieć. Czegóż to Pan Włodzimierz Zielicz nie pojmuje, że emanuje agresją? Opisane 150 000 polskich uczniów to osoby z głęboką dysleksją. Nie są w stanie opanować pisania i czytania,  bo ich mózg funkcjonuje odmiennie. Myślą niewerbalnie,  obrazami. Myślenie takie jest szybsze od „normalnego” werbalnego, dodatkowo jest głębsze, całościowe i bardziej wyraziste. Są błyskotliwi,  inteligentni, elokwentni, ciekawi świata i wnikliwi. Mają bardzo dobrą intuicję, mówi się, ze umieją „czytać ludzi”. Łatwiej przychodzi im rozwiązywanie problemów. Potrafią znaleźć punkt wspólny pomiędzy wieloma, różnymi konceptami. Gromadzą więcej wiedzy niż pozostali, jednak nie potrafią jej wyrazić werbalnie. Po co powinni chodzić do zwykłej szkoły?. Po to, żeby rozwijać się w grupie rówieśniczej, uczyć życia społecznego. I tylko po to.  Wiedza szkolna wyrażona werbalnie jest im niepotrzebna. Oni nie będą startowali w konkursie na studia. Polskie uczelnie to nie Harward czy Cambridge, gdzie dyslektyk może znaleźć swoje miejsce.

Niektórych dyslektyków można przestawić na inne myślenie i nauczyć czytania i pisania. Jednak nie wszystkich. Panie Prof. dr hab. Marta Bogdanowicz oraz Dr hab. Aneta Borkowska potwierdziły publicznie, że w przypadku osób z głęboką dysleksją jest to niemożliwe. Głęboką dysleksję można rozpoznać już w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Mądry nauczyciel wie, że ucznia z głęboką dysleksją  należy pozostawić w spokoju. Pod żadnym pozorem nie należy od niego wymagać pisania, zwłaszcza klasówek,  czytania czy wiedzy werbalnej. Należy  zaprzestać dręczenia dyslektyków potrzebnym psu na budę pisaniem ręcznym i przejść na komputerowe.  Wystarczy raz na jakiś czas zadać dyslektykowi pytanie i wystawić pozytywną ocenę. Pozwolić mu być i żyć. Tyle, że urzędnikom z MEN, zapewne też i Pani Minister Zalewskiej  oraz wielu nauczycielom nie mieści się to w głowie. W praktyce MEN prowadzi politykę, bij odmieńca.  Podobnie jak w latach pięćdziesiątych usiłowano zmuszać leworęcznych pisania prawą ręką, tak dzisiaj usiłuje się zmienić sposób funkcjonowania mózgów dyslektyków.

 

6 komentarzy

  1. Tosia 29 grudnia 2016
    • zbyszek 30 grudnia 2016
      • Tosia 30 grudnia 2016
  2. Włodzimierz Zielicz 29 grudnia 2016
    • Włodzimierz Zielicz 29 grudnia 2016
      • zbyszek 29 grudnia 2016

Dodaj komentarz