Niezgodność prawa oświatowego z Konstytucją RP

 

andrzej_duda_9851867824

fot. Lukas Plewnia, Wiki

Każdy wie, że nie należy nikomu stawiać wymagań, które są nie do spełnienia. Przerysowując zagadnienie dla jego wyostrzenia, można powiedzieć, że wiadomo, iż nie można wymagać od trzylatka, żeby się wdrapał na Rysy, a od sześciolatka, żeby rozwiązywał równania kwadratowe. Ba nie można wymagać od psa, żeby łapał myszy, a od kota, żeby pilnował domu i rzucał się na intruza oraz nie wolno ich katować, za to, że nie spełnili tak postawionych oczekiwań. Tymczasem polska oświata opiera się na zasadzie stawiania wielu uczniom wymagań, którym oni nie są w stanie sprostać.  Sejm RP uchwalił w prawie oświatowym ( Art. 4 pkt 24) , że przez podstawę programową należy rozumieć „obowiązkowe zestawy celów kształcenia i treści nauczania, w tym umiejętności, opisane w formie ogólnych i szczegółowych wymagań dotyczących wiedzy i umiejętności, które powinien posiadać uczeń po zakończeniu określonego etapu edukacyjnego”. Sejm zatem uchwalił, że każdy uczeń powinien spełnić wymagania ustalone przez Ministra Edukacji Narodowej w formie podstawy programowe. Wiadomo, że Minister ustala wymagania odpowiednie dla ucznia o średnich zdolnościach. Uczniowie mniej zdolni i określonymi dysfunkcjami nie są więc w stanie ich spełnić. Sejm zatem uchwalił, że niektórym uczniom tym należy stawić wymagania, którym oni nie są w stanie podołać. Pedagogika mówi, że jedną z podstaw edukacji jest odpowiedni dobór wymagań stawianych uczniowi. Jeśli zostaną ustalone na poziomie zbyt wysokim, uczeń szybko się zniechęca, bo zauważa, że nigdy nie jest w stanie stawić czoła stawianym mu oczekiwaniom. Systematyczne stawianie uczniowi wymagań, którym on nie jest w stanie sprostać dezorganizuje, a nawet unicestwia jego edukację. Uchwalenie przez Sejm prawa wprowadzającego zasadę powszechnego obowiązywania podstawy programowej jest także szkodliwe dla uczniów najzdolniejszych. Powoduje, że otrzymują oni wymagania zbyt niskie, przez co rozwijają się gorzej, niżby mogli. Polska oświata hołduje zasadzie zaczerpniętej z okresu minionego zakładającej, że wszyscy są tacy sami. Jej szkodliwość potwierdzają wyniki testów PISA, które wskazują, że najlepiej wypadają uczniowie średni natomiast mniej zdolni i bardziej zdolni osiągają wyniki relatywnie niższe. Opisywany przepis jest rażąco niezgodny w Art. 32. 2. Konstytucji RP, który stanowi, że nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Sprawia on, że uczniowie mniej zdolni są dyskryminowani  względem uczniów i średnich zdolnościach, bo otrzymują w szkole wymagania, którym nie są w stanie sprostać, co całkowicie dezorganizuje ich edukację  podczas, gdy uczniowie i średnich zdolnościach otrzymują wymagania zapewniające im optymalny rozwój. Opisywany przepis dyskryminuje uczniów najzdolniejszych w stosunku do uczniów o średnich zdolnościach, którzy otrzymują właściwe wymagania, ponieważ sprawia, że najzdolniejsi otrzymują w szkole wymagania zbyt niskie w stosunku do ich możliwości, przez co  ich rozwój jest gorszy niż mógłby być.

Zasada stawiania wszystkich uczniom danej klasy takich samych wymagań ma fatalny wpływ na całą polską edukację. Wizytator sprawdza, czy program realizowany w określonej klasie zawiera wymagania wynikające z podstawy programowej.  Następnie sprawdza w dzienniku, czy wszystkie tematy przewidziane w programie zostały wpisane jako zrealizowane. Na tej podstawie wystawia notę, że edukacja w tej klasie jest realizowana prawidłowo, bo każdy uczeń przerobił podstawę programową. Czy przerobił? Raczej nie i żeby się o tym przekonać wystarczy sprawdzić wyniki egzaminu zewnętrznego.  Rzeczywistość edukacji widziana poprzez sprawozdawczość zasadniczo różni się od rzeczywistości  obrazowanej wynikami egzaminów. Dla uzyskania zgodności prawa oświatowego z Konstytucją RP przepis dotyczący podstawy programowej powinien przyjąć brzmienie:

Przez podstawę programową należy rozumieć zalecane zestawy celów kształcenia i treści nauczania, w tym umiejętności, opisane w formie ogólnych i szczegółowych wymagań dotyczących wiedzy i umiejętności, które uczeń z uwzględnieniem jego możliwości powinien posiadać po zakończeniu określonego etapu edukacyjnego. 

Jest grupa uczniów dotknięta różnymi dysfunkcjami. Oni nie mają szansy opanowania całej podstawy programowej.  Zasada zdrowego rozsądku mówi, że należy ograniczyć im program szkolny do takich treści, które są w stanie przerobić i opanować. Jak sens wymagać matematyki od ucznia z dyskalkulii i niszczyć tym jego edukację szkolną.  A przecież bez matematyki mógłby zostać na przykład znakomitym filologiem. Okazuje się jednak, że wszyscy dotychczasowi Ministrowie Edukacji Narodowej, za wyjątkiem Minister Łybackiej, byli gorącymi zwolennikami socjalistycznej sprawiedliwości społecznej. Trzymali się zasady, że uwzględnienie indywidualnych cech człowieka i z tego powodu odmienne jego traktowanie byłoby niesprawiedliwe społecznie. Stosowali zasadę, że na przykład dyslektyka należy zniszczyć psychicznie bo nie wolno mu pozwolić być innym. Ustawa o systemie oświaty wprowadziła przepis ( Art. 44c. 2.):  nauczyciel jest obowiązany dostosować wymagania edukacyjne, o których mowa w art. 44b ust. 8 pkt 1, do indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych ucznia, w przypadkach określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 44zb. Za czasów Minister Łybackiej, gdy przepis ten był zawarty w rozporządzaniu MEN, wydano jego obowiązującą wykładnię. Napisano w niej, że wymagania edukacyjne „powinny być ustalane na  takim poziomie, by uczeń mógł im sprostać i by skłaniały go do odpowiedniego wysiłku edukacyjnego oraz zapewniały realizację celów edukacyjnych wynikających z podstawy programowej w takim stopniu, w jakim jest to możliwe z uwagi na występujące u ucznia specyficzne trudności w uczeniu się”.  Jednak wraz ze zmianą osoby ministra wrócono do socjalistycznej zasady sprawiedliwości społecznej. Obecnie obowiązuje zasada, podtrzymywana także przez Panią Minister Zalewską, że uczeń ze specyficznymi trudnościami w uczeniu sie musi opanować całą podstawę programową. Jednak on nie jest w stanie tego uczynić. Opisywany przepis jest więc martwy i ciągle aktualne pozostaje stwierdzenie Jacka Kuronia, „dyslektyk woli iść do więzienia, niż chodzić do szkoły”. Za czasów Minister Łybackiej obowiązywała zasada, że nauczyciel był zobowiązany  przedstawiać na piśmie wymagania stawiane uczniowi ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się. Okazywało się, że uczeń, któremu dostosowano wymagania do jego potrzeb rozwojowych i możliwości otrzymywał na egzaminie zewnętrznym w tym na maturze pytania z materiału, którego nie przerobił w szkole. Problem ten został rozwiązany na miarę urzędniczego sprytu. Prawem powielaczowym w tym wytycznymi dla wizytatorów zakazano nauczycielom sporządzania na piśmie dokumentów wskazujących dostosowane wymagania, o ile nie wyczerpują one w całości podstawy programowej. Dzięki temu sprytowi, chociaż wiadomo, że wielu uczniów otrzymuje na egzaminach zewnętrznych pytania z materiału, którego nie przerabiali w szkole, udowodnienie konkretnego przypadku nie jest możliwe. Opisywane przepisy, zwłaszcza z powodu niedoprecyzowania w ustawie pojęcia dostosowanie wymagań i niedopuszczalnego funkcjonowania wykładni ministerialnej, są rażąco niezgodne z przepisami Art. 32. 2 i 70.1 Konstytucji RP. Uczniowie z dysfunkcjami są dyskryminowani przez to, że otrzymują w szkole wymagania, którym nie są w stanie sprostać, podczas gdy,  są uczniowie, którzy otrzymują wymagania szkolne zapewniające im optymalny rozwój. Ustalanie dla ucznia wymagań, którym on nie jest w stanie sprostać całkowicie dezorganizuje jego edukację szkolną, co prowadzi do naruszenia przepisów Art. 70.1 Konstytucji RP, zapewniającemu każdemu prawo do nauki. Uczniowie z dysfunkcjami są dyskryminowani przez to, że otrzymują na egzaminach pytania z materiału, którego nie przerabiali w szkole podczas, gdy pozostali uczniowie otrzymują pytania z materiału przerabianego.

Dla uzyskania zgodności przepisów prawa oświatowego z Konstytucją RP należy wprowadzić następujące zasady:

Nauczyciel jest obowiązany ustalać dla każdego ucznia  indywidualne wymagania edukacyjne, które powinny być na  takim poziomie, by uczeń mógł im sprostać i by skłaniały go do odpowiedniego wysiłku edukacyjnego oraz zapewniały realizację celów edukacyjnych wynikających z podstawy programowej w takim stopniu, w jakim jest to możliwe z uwagi na możliwości ucznia.

Wymaganie edukacyjne dla ucznia, dotkniętego specyficznymi trudnościami w uczeniu się lub innym dysfunkcjami utrudniającymi naukę powinny być ustalane co miesiąc na piśmie, żeby stanowiły podstawę  wyłączenia z oceniania na  egzaminach  ośmioklasisty i maturalnym materiału nieobjętego wymaganiami stawianym zdającemu w szkole.  

Dodaj komentarz