Nikt nie jest tak „słabiutki”, żeby nie mógł osiągać sukcesów

Successful girl

Pani Małgorzata napisała: Każde dziecko, nawet to z największymi trudnościami, ma zalety i atrybuty, które je wyróżniają i na których można bazować. Nikt nie jest tak „słabiutki”, żeby nie mógł osiągać sukcesów.
Dzieci rywalizują, owszem. Tyle, że to dorośli ich uczą chorej rywalizacji i to dorośli podkreślają, że liczy się tylko wynik. To do nas należy uczenie dzieci współpracy. Nie jest to oczywiście jedynie rolą nauczyciela.
„W grupie, gdzie znajdują się ludzie o bardzo zróżnicowanym poziomie umiejętności i zdolności uczeń słaby, z deficytami jest skazany na porażkę. Traci więc motywację do pracy i nauki. Po co, skoro i tak nigdy nie osiągnie poziomu kolegi z ławki?” – jeśli będziemy oczekiwać, że osiągnie dokładnie to, co zdolniejsi koledzy, to owszem. Chodzę na kurs tańca – osoby o bardzo zróżnicowanym poziomie i daleko mi do kocich ruchów. Myśl, że nigdy nie osiągnę poziomu mistrzowskiego, czy nawet tych, którzy w mojej grupie są najlepsi nie de motywuje mnie, bo… choć wychodzi mi to nie najlepiej, uwielbiam tańczyć. Mi osobiście dużo bardziej podoba się taki zróżnicowany świat i cieszy mnie różnorodność.
Dzieci śmieją się z porażek innych, bo sami ich tego uczymy. Wielu nauczycieli również. Jeśli dziecko z trudem czyta, a nauczyciel sie niecierpliwi, dzieci widzą to. Nauczyciel świadom takich trudności w ogóle nie powinien doprowadzać do sytuacji, gdy dziecko musi zrobić coś, co przekracza jego możliwości na forum klasy (również uwzględniając mechanizmy psychologiczne). Jak czułaby sie Pani, gdyby kazano Pani wygłosić referat o fizyce kwantowej dla profesorów fizyki? Nie najlepiej? A gdyby poproszono Panią o opowiedzenie o swoich doświadczeniach z pracy? Łatwiej? I tu jest analogicznie.
Jeśli dziecko spotyka się z ludźmi, którzy odmienność uważają za coś gorszego, to rzeczywiście odkrycie, że jest się „innym” budzi niepokój. Jeśli natomiast inność uważana jest za sprawę oczywistą albo zaletę, dziecko/ osoba dorosła nie doświadcza negatywnych emocji z tego powodu.
Pomysł z selekcjonowaniem uczniów niestety jest tylko poparciem dla hipotezy o Pani bezradności. Selekcjonowanie nie jest, nie było i nie będzie dobrą metodą. Tym bardziej, że świat nie jest homogeniczny. Nie chcę urazić Pani, ale Boże broń moje dzieci przed nauczycielami o takich poglądach. Myśli Pani, że przy takim selekcjonowaniu dziecko nie poczuje się gorsze? Nie wierzę w takie rozwiązania.
A po co Pani zadaje wszystkim te same zadania? Te same cele można osiągać na różne sposoby.
Nauczyciel „nie sprawi, że ktoś, kto ma deficyty, słabe umiejętności , wolne tempo pracy, mniej rozumie po prostu będzie się dobrze czuł i rozwijał w grupie, gdzie czuje się ogólnie gorszy od innych!!!!” – dobry nauczyciel sprawi, że nie będzie się czuł gorszy od innych.
Proszę przypomnieć sobie choćby pedagogikę M. Montessori… naprawdę da się uczyć dzieci o różnych możliwościach w jednej grupie.

2 komentarze

  1. Janina 2 sierpnia 2016
  2. Dorota 2 sierpnia 2016

Dodaj komentarz