Jak niszczono polską edukację?

Katarzyna-Hall

W cywilizowanym świecie osoby o odmiennych cechach nie są dyskryminowane. Dyslektycy mają szanse rozwijania się i znalezienia w życiu godnego miejsca. W Polsce,  przed reformą oświaty, los dyslektyka zależał od poziomu kultury i poczucia taktu pedagogicznego nauczycieli. Chociaż o dysleksji wtedy jeszcze nie mówiono, nauczyciele z doświadczenia wiedzieli, że dotknięci nią uczniowie zwykle posiadają  duży potencjał intelektualny, tyle że z upośledzeniem umiejętności uczenia się. Chociaż Jacek Kuroń charakteryzował  tamte czasy stwierdzeniem „dyslektyk woli iść do więzienia, niż chodzić do szkoły, to jednak z rozmów z Nim wiem, że miał na myśli nauczycieli psychopatów, których podobnie jak w każdej grupie społecznej jest ok. 1-2 %. Nauczyciele w znakomitej większości nie chcieli  gnębić dyslektyków i niszczyć im  życia. Raczej nie hamowali ich rozwoju pozostawianiem na drugi rok w tej samej klasie. Wraz z wprowadzeniem reformy edukacji, powstał problem, że u nauczycieli pojawi się obawa przed promowaniem uczniów dotkniętych specyficznymi trudnościami w uczeniu się, ponieważ istniejące u nich deficyty wiedzy szkolnej zostaną ujawnione na egzaminach. Wtedy już wiedziano, że pozbawienie takiego ucznia promocji może zdegradować jego psychikę pozostawiając złowrogi ślad na całe życie. Dlatego w Rozporządzeniu MEN z dnia 19 kwietnia 1999 r., jednym z aktów prawnych wprowadzających reformę oświaty, znalazł się przepis chroniący dyslektyków. Miał on brzmienie:

  • 6.1. Nauczyciel jest zobowiązany, na podstawie pisemnej opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej lub innej poradni specjalistycznej, obniżyć wymagania edukacyjne, o których mowa w § 4 ust. 1, w, stosunku do ucznia, u którego stwierdzono specyficzne trudności w uczeniu się lub deficyty rozwojowe, uniemożliwiające sprostanie wymaganiom edukacyjnym wynikającym z programu nauczania.

Warto przemyśleć jakie siły działają w MEN, i jaka jest mentalność niektórych urzędników, skoro już w dniu 21 marca 2001 został on przytępiony i przyjął brzmienie:

  • 6. 1. Nauczyciel jest obowiązany, na podstawie opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej lub innej publicznej poradni specjalistycznej, dostosować wymagania edukacyjne, o których mowa w § 4 ust. 1, do indywidualnych potrzeb ucznia, u którego stwierdzono trudności w uczeniu się, w tym specyficzne trudności, uniemożliwiające sprostanie tym wymaganiom.

W trakcie spotkań przedstawicieli Rad Rodziców w Mazowieckim Kuratorium Oświaty pojawiły się sygnały, że przepisy o dostosowaniu wymagań nie są uwzględniane. Wizytatorzy,  którzy je sprawdzali nie potrafili wskazać ani jednego przypadku, w którym rzeczywiście dostosowano wymagania edukacyjne do indywidualnych potrzeb ucznia. Zostałem wtedy poproszony o uzyskanie ministerialnej wykładni pojęcia „dostosowanie wymagań”. W kwietniu 2003 skierowałem do Ministerstwa odpowiednie pismo. Po kilkunastu spotkaniach i naradach, Ministerstwo w dniu 30 maja 2003wydało obowiązującą wykładnię dostosowania wymagań ( pismo MENiS adresowane do mnie, sygn. DKOS-620-47/03/RP, patrz także http://pedagogszkolny.pl/viewpage.php?page_id=71). Napisano w nim:

Wymagania te powinny zapewniać realizację celów edukacyjnych wynikających z podstawy programowej w takim stopniu, w jakim jest to możliwe z uwagi na występujące u ucznia trudności w uczeniu się”. 

Wykładnia ta stała się podstawą szeregu działań podjętych przez Mazowieckie Kuratorium Oświaty. Nauczyciele z obszaru działania MKO przestali głosić pogląd szkodliwy dla uczniów z głęboką dysleksją, że każdego ucznia, oprócz dotkniętego z upośledzeniem umysłowym w stopniu głębokim , obowiązuje przerabianie całej podstawy programowej. Wprowadzenie w życie opisanej wykładni sprawiło, że począwszy do roku szkolnego 2003/04, w szkołach z obszaru działania MKO  edukacja dyslektyków w szkołach wróciła do normalności, a u uczniów z tą przypadłością obserwowano kilkukrotnie wyższy przyrost wiedzy i umiejętności szkolnych,  niż rok wcześniej. Jednak na skutek dostosowania wymagań część uczniów nie przerabiała zakresu materiału szkolnego określonego podstawą programową. Okazało się, że na egzaminach zewnętrznych trafiali na pytania z materiału, którego  nie przerabiali w szkole. Dla usunięcia tej niesprawiedliwości uczniowie, którym dostosowano wymagania byli powszechnie zwalniani z obowiązku zdawania sprawdzianu szóstoklasisty i egzaminu gimnazjalnego. Nieuczciwym byłoby jednak pozbawianie ich możliwości zdania matury. Zaradził temu Pan Minister Sawicki, który w dniu  30 kwietnia 2007 r. wydał  Rozporządzenie zawierające przepis:

„Szczegółowe kryteria oceniania arkuszy egzaminacyjnych, o których mowa w § 98 ust. 1, uwzględniają indywidualne potrzeby psychofizyczne i edukacyjne absolwentów, o których mowa w ust. 1 „.

W praktyce nakazywał on, żeby w trakcie sprawdzania arkuszy maturalnych zdających z głęboką dysleksją pomijać pytania i zadania z materiału, którego zdający nie przerabiał w szkole, a procentowy wynik  egzaminu ustalać poprzez odniesienie punktów uzyskanych z pytań i zadań z materiału przerabianego do sumy punktów możliwych do uzyskania z pytań i zadań z tego materiału. Przepis ten, pomimo, że obowiązywał przez dwa lata, nigdy nie wszedł w życie.

Jak tylko Ministrem została Pani Katarzyna Hall, podjęła misję niszczenia polskiej edukacji. Zasadniczy cios oświacie zadała w dniu 7 października 2009, wydając Rozporządzenie w sprawie nadzoru pedagogicznego. Z treści tego Rozporządzenia wynika, że Pani Minister nakazała szkołom odrzucenie ustawowego celu edukacji szkolnej, polegającego na zapewnieniu każdemu uczniowi możliwości rozwoju i przygotowaniu go do radzenia sobie w życiu. Zastąpiła go celem swoim własnym. Mianowicie nakazała, żeby podstawowy cel edukacji szkolnej polegał na przerobieniu przez każdego ucznia podstawy programowej w całości. Odtąd szkoła nie miała obowiązku dbania o rozwój ucznia i uczenia go myślenia. Zasadniczym obowiązkiem stało się przygotowanie uczniów do testów. Skutkiem tego posunięcia Pani Minister Hall, poziom absolwentów stopniowo się obniża, co sygnalizują wyższe uczelnie, natomiast w rozwiązywaniu testów są oni coraz lepsi. Opisywane rozporządzenie faktycznie zakazało nauczycielom dostosowania wymagań oraz nakazało wizytatorom, żeby dostosowaniu wymagań przeciwdziałać. Z komentarzy nauczycieli zamieszczanych na blogu wynika, że aktualnie w Polsce nie ma przypadku, w którym wymagania zostały dostosowane, chociaż przepisy wprowadzające taki obowiązek obowiązują. W związku z planowanym ich uchyleniem rozważono w MEN dwie koncepcje.

Pierwsza zakładała jak najszybsze kierowanie takich uczniów do szkół zawodowych. Druga, bardziej odważna, przewidywała wprowadzenie obowiązkowej pięcioletniej służby wojskowej dla najsłabszych  uczennic i uczniów. Jej autorka mówiła, wojsko sobie z nimi poradzi. Kolejny etap eliminacji dyslektyków z edukacji został rozpoczęty w dniu 17 listopada 2010 r. poprzez wydanie odpowiedniego Rozporządzenia. Pani Katarzyna Hall wprowadziła nim przepis:

„Nauczyciel jest obowiązany indywidualizować pracę z uczniem na obowiązkowych i dodatkowych zajęciach edukacyjnych, odpowiednio do potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych ucznia.”

Z informacji płynących z MEN wprowadzenie tego przepisu miało służyć stopniowemu  eliminowaniu zasady dostosowania wymagań. W tym celu nałożono na nauczyciela obowiązek zastosowania, w stosunku do każdego uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, indywidualnie dobranych metod nauczania, dzięki którym opanuje on w pełni całą podstawę programową, a wtedy dostosowanie wymagań stanie się niepotrzebne. Przepis ten nosi cechy oczywistej fikcji prawnej. Nie ma takiej możliwości, żeby nauczyciel uczący w blisko trzydziestoosobowej mógł osobno tłumaczyć każdemu uczniowi każde zagadnienie, dobierając sposób tłumaczenia do indywidualnych cech każdego z uczniów. Nie ma też takiej możliwości, żeby uczniowie z głęboką dysleksją rozwojową opanowali całą podstawę programową. Wydając opisywany przepis Pani Hall wskazała, kto jest winien, że uczniowie ci nie opanowali podstawy. Podała, aczkolwiek pośrednio,  że winien jest nauczyciel, bo nie zastosował odpowiednich metod tłumaczenia indywidualnie dobranych dla każdego ucznia z osobna. Okazało się, że przepis ten zaistniał w świadomości społecznej i powoduje stopniowe obniżanie autorytetu nauczycieli. W jego świetle winnymi większości niepowodzeń edukacyjnych są nauczyciele, bo nie indywidualizują pracy z uczniem. Niekiedy nauczyciele tłumaczą, że indywidualizowanie pracy z uczniem nie jest możliwe w klasie trzydziestoosobowej, jednak w oczach osób słuchających podobne wyjaśnienia składający je nauczyciele tylko się pogrążają. W 2010 r. nauczycielskie związki zawodowe zaspały. W dniu 17 listopada 2010 Pani Katarzyna Hall uchyliła opisywany przepis o dostosowywaniu indywidualnych kryteriów sprawdzania arkuszy maturalnych dyslektyków do indywidualnych potrzeb psychofizycznych i edukacyjnych zdającego. Od 2010 zdanie matury przez osobę z głęboką dysleksją stało się praktycznie niemożliwe. Sytuacje tych osób stała się nieporównywalnie gorsza niż występująca w krajach cywilizowanych. W 2014 r., przy okazji uchwalania ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty,  ekipa Pani Katarzyny Hall postanowiła postawić kropkę nad „i” w działaniach niszczących życie dyslektyków . Sejmowi przedłożono projekt ustawy o zmianie systemu oświaty, przewidujący usunięcie przepisu o obowiązku dostosowania wymagań. Został on przyjęty głosami koalicji PO, PSL. Zgłosiłem do Senatu wniosek o wprowadzenie poprawki przywracającej opisywany przepis. Wygrałem tą potyczkę z Panią Katarzyną Hall, która starała się bronić swoich racji obejmując obowiązki posła sprawozdawcy. Przepis wrócił. Przegrana Pani Katarzyny Hall z działającym samodzielnie, jednym tylko obserwatorem polskiej edukacji, komentującym publicznie procesy zachodzące w oświacie sprawiło, że Pani Katarzynie Hall nie pozostało nic innego, niż wycofanie się z polityki. Od czasu przejęcia kierowania Ministerstwem przez Panią Annę Zalewską upłynęło kilka miesięcy. Jednak szkodliwe przepisy wprowadzone przez Panią Katarzynę Hall nie zostały zweryfikowane. W oświacie cały czas występują napięcia nimi powodowane. Mogą one skumulować się z napięciami, jakie zwykle występują w związku z reformowaniem systemu, co tym reformom zbyt dobrze nie wróży.

8 komentarzy

  1. Włodzimierz Zielicz 10 lipca 2016
    • zbyszek 10 lipca 2016
  2. Jan 11 lipca 2016
    • Mikołaj 12 lipca 2016
  3. Sławomir 12 lipca 2016
    • Anda 12 lipca 2016
  4. grażyna 13 lipca 2016
    • Karolina 20 lipca 2016

Dodaj komentarz