Panowie Marcin Siekański i Krzysztof Ponikowski, manipulacja i kultura

Terrorism concept. Terrorist threatening with knife. Isolated on white background.

W topiku http://naprawmy-edukacje.pl/2016/06/27/nauczyciele-wiedza-lepiej/ zacytowałem przepisy dotyczące dostosowania wymagań oraz podałem ministerialną wykładnię tego pojęcia. Wynika z nich jednoznacznie, że w odniesieniu do uczniów objętych obowiązkiem dostosowania wymagań nie mają zastosowania przepisy o warunkach uzyskania promocji. Nauczyciel jest ustawowo zobowiązany do stawiania im tylko takich wymagań, którym potrafią sprostać. Jeśli okaże się, że uczeń objęty obowiązkiem dostosowania wymagań nie uzyskuje promocji lub nawet tylko otrzymuje jedynkę na koniec semestru, jest to dowód, że nauczyciel złamał prawo oświatowe przez to, że zaniechał dostosowania wymagań. Nie trzeba być pedagogiem, żeby widzieć, który nauczyciel i kiedy łamie prawo. Tak samo jak nie trzeba być specjalistą z zakresu ruchu drogowego, żeby spojrzeć na prędkościomierz i zauważyć, że kierowca narusza przepisy przekraczając dopuszczalną prędkość.  Informowanie o obowiązujących przepisach nie może nikogo kompromitować, stąd ich podawanie na blogu nie ma na celu kompromitowanie nauczycieli. Nauczyciela może kompromitować jedynie jego postępowanie, w szczególności naruszanie przepisów prawa oświatowego dokonywane w celu dręczenia uczniów. Nie można wykluczyć, że jeśli moje informacje dotrą do uczniów i rodziców, a moje posty czytało już ponad pół miliona osób nauczyciele, którzy dręczą uczniów naruszając prawo oświatowe będą uznani za skompromitowanych. Wystarczy jednak, że zaczną przestrzegać prawo oświatowe i niebezpieczeństwo kompromitacji ustanie.  Okazało się, że są nauczyciele, którzy uważają, że nie muszą przestrzegać prawa oświatowego. Pan  Marcin Siekański był łaskaw zamieścić pogląd wskazujący, iż uważa, że jest wybitnym praktykiem, więc sam wie lepiej jak należy postępować.  Wskazał,  że nauczyciel nie musi przestrzegać prawa oświatowego i nazwał je lekceważąco „pismem świętym”. Idąc tym tokiem rozumowania zaczął mi grozić opublikowaniem kompromitujących mnie informacji, o ile nie przyznam, że jest gorszym praktykiem niż on. Na swoim blogu podałem wiele informacji o sobie, więc uważni czytelnicy wiedzą kim jestem. Występuje tu jako niezależny publicysta i szantażowi nie ulegam. Pan Marcin Siekański dopuścił się manipulacji. Napisał, że rzekomo jestem politykiem i nauczycielem akademickim w Siedlcach. Pan Marcin Siekański mija się z prawdą. Nie jestem ani politykiem ani nauczycielem akademickim w Siedlcach.  Pan Zbigniew Młynarski, nauczyciel akademicki z Siedlec i Zbigniew Młynarski, autor bloga naprawmy edukację to dwie różne osoby. Pan Krzysztof Ponikowski  posunął się dalej. Napisał: „No to już po profilu. Że takie szuje nie mające nic wspólnego z tematyką, na która się wypowiadają istnieją w przestrzeni publicznej… Powinniśmy teraz wszyscy jak tu jesteśmy pouprzykrzac życie temu Panu. Ciekaw jestem czy jego studenci wiedzą z kim mają do czynienia”.  Nie wiem, czy Pan Siekański nie powinien przeprosić czytelników za wprowadzenie w błąd. Nie wiem czy Pan Krzysztof Ponikowski nie powinien przeprosić Pana Zbigniewa Młynarskiego z Siedlec, za publiczne ogłoszenie go szują.

2 komentarze

  1. Krzysztof 6 lipca 2016
    • zbyszek 6 lipca 2016

Dodaj komentarz