Deklaracja Madrycka w oczach polskich nauczycieli

Wut - Frau verrgert und zornig

Świat uważa dyslektyków za osoby niepełnosprawne. Sygnatariusze Deklaracji Madryckiej z 2002 r. napisali: „Szkoły powinny odgrywać wiodącą rolę w upowszechnianiu przekazu zrozumienia i akceptacji dla praw osób niepełnosprawnych, w rozwiewaniu lęków, mitów i nieporozumień oraz wspieraniu pozytywnych działań całego społeczeństwa. Powinno się rozwijać i szeroko propagować środki i metody edukacyjne, których celem jest pomaganie uczniom w ukształtowaniu poczucia indywidualności w związku z niepełnosprawnością własną i innych ludzi oraz umiejętności spojrzenia na odmienność w sposób pozytywny. Konieczne jest zapewnienie edukacji dla wszystkich, opartej na zasadzie pełnego uczestnictwa i równości. Edukacja odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości każdego człowieka, postrzeganej zarówno z osobistego, społecznego i zawodowego punktu widzenia. System edukacji musi być więc głównym miejscem zapewniającym osobowy rozwój i społeczne włączenie, miejscem w którym niepełnosprawne dzieci i młodzież będą mogły być maksymalnie niezależne.”

Deklaracja Madrycka wprowadza bardzo ważną zasadę: „Konieczne jest zapewnienie edukacji dla wszystkich, opartej na zasadzie pełnego uczestnictwa i równości”. Chodzi o to, żeby uczniom mniej zdolnym lub dotkniętych dysfunkcjami, zwłaszcza tzw. specyficznymi trudnościami w uczeniu zapewnić możliwość funkcjonowania w zwykłej grupie rówieśniczej, gdzie znajdą godne miejsce i będą mogli uczyć się funkcjonowania w społeczeństwie. Uczeń w szkole specjalnej być może nauczy się więcej, jednak zostanie na zawsze inwalidą społecznym, bo nie będzie umiał funkcjonować w zwykłym społeczeństwie. Komentarze polskich nauczycieli zamieszczane na moim blogu wskazują, że nauczyciele są  przeciwni zasadom przyjętym w cywilizowanym świecie. Ktosia pisze:  Jeśli uczeń nie nadaje się do szkoły średniej, to… czemu się tam pcha? Niech idzie do szkoły odpowiedniej dla swojego  poziomu„. Patryk dodaje: A co jeśli uczeń naprawdę nie ma odpowiednich zdolności i predyspozycji by uczyć się w szkole średniej? Może jednak ktoś powinien mu to powiedzieć?” Filologini podnosi: „Przecież w tym nie ma nic obraźliwego. Ktoś, kto nie potrafi śpiewać nie daje się na piosenkarza, ktoś kto nie potrafi tańczyć, nie nadaje się na tancerza itd. To są oczywistości. Wspieranie rozwoju polega na wskazywaniu mocnych i słabych stron a uczeń powinien wyciągać wnioski zamiast się obrażać. Pozostaje jedynie stosować odpowiednią, nieobraźliwą formę wskazywania słabych stron ucznia wyrażonych słabą oceną z danego przedmiotu.” Nauczycielka zatem radzi, żeby eliminować takich w białych rękawiczkach. Przeszkodą w tych dążeniach nauczycieli są roszczeniowi rodzice, bo chcą, żeby ich dziecko żyło w normalnym społeczeństwie i uczyło się w nim żyć. Wyraził to Patryk komentarzem: „Co w przypadku uczniów, którzy powinni chodzić do szkoły specjalnej ale rodzice są przeciw, bo nie chcą mieć odmieńca?” Patryk uzasadnił dlaczego należy się pozbyć ze szkół uczniów o specjalnych potrzebach: „stwarza się innym uczniom wzór, że niektórzy nie muszą umieć tego, tego czy tego, a oni tak„.

7 komentarzy

  1. Ilona 16 maja 2016
    • Emilia 18 maja 2016
  2. Ilona 16 maja 2016
  3. ninka 16 maja 2016
    • Ilona 16 maja 2016
  4. Włodzimierz Zielicz 16 maja 2016
  5. basia 17 maja 2016

Dodaj komentarz