Prawa uczniów

frustrierte schülerin

Z pewnością znakomita większość nauczycieli z przykrością patrzy na przypadki łamania praw ucznia. To nie nauczyciele lecz prawo oświatowe pozbawiło uczniów ich praw podmiotowych. Bywają jednak nieliczni nauczyciele, którzy wykorzystują sytuację. Chociaż to margines, trzeba o tym myśleć i rozmawaić, bo działają, jak łyżka dziegciu w beczce miodu. Zgodnie Art. 87 Konstytucji RP źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja RP, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia, a także akty prawa miejscowego. Tymczasem przepisy punktu 7) Art. 60 ustawy o systemie oświaty wprowadzają nowe, nieznane Konstytucji źródło prawa obowiązującego uczniów polskich szkół. Stanowią one, że prawa i obowiązki uczniów są ustalane w statutach szkolnych. Statuty szkolne ustalane przez organy założycielskie lub rady pedagogiczne. Tak więc Art. 60 ustawy o systemie oświaty ustanowiono nowe, nieznane Konstytucji RP organy niesłusznie uprawnione do stanowienia prawa. Niewątpliwie statuty szkolne w części dotyczącej ustalania praw i obowiązków uczniów zasługują na uznanie za nieważne. Zapisy statutów przewidujące karanie uczniów, pozostają też w rażącej sprzeczności z przepisami ustawy o postępowaniu wobec nieletnich. Jej Art. 5. stanowi, że wobec nieletniego mogą być stosowane środki wychowawcze oraz środek poprawczy w postaci umieszczenia w zakładzie poprawczym. Kara może być orzeczona tylko w wypadkach prawem przewidzianych, jeżeli inne środki nie są w stanie zapewnić resocjalizacji nieletniego. Jeśli w danej klasie będzie uczeń zdemoralizowany, rozwali cały wysiłek nauczyciela. Zgodnie z prawem taki problem powinien być rozwiązywany przez Sąd rodzinny, a nauczyciela nie można tym obciążać. Wiele statutów szkolnych zawiera przepis przewidujący zawieszenie prawa do udziału w wycieczkach i imprezach organizowanych przez szkołę. Pozbawienia on ucznia prawa do niektórych form nauki. Jest to kara nie dość, że bezprawna, to na dodatek naruszająca Art. 70 Konstytucji RP. Przepis punktu 7) Art. 60 ustawy o systemie oświaty ma zatem znaczenie zasady wyłączającej przestrzeganie praw ucznia w szkole. Jego przykładowe skutki opisał w piśmie z dnia 28 grudnia 2012 (ZEW/500/38/2012/ESn) Rzecznik Praw: … Wśród 160 zarejestrowanych spraw „przemocowych” związanych z agresją w szkołach ( stan na 16 października 2012 r.) 100 dotyczyło przemocy ze strony osób dorosłych (nauczycieli i dyrektorów szkół). Zgłaszana przemoc polegała m.in. na straszeniu ucznia brakiem promocji, wypowiadaniu sarkastycznych uwag, ośmieszaniu ucznia na forum klasy (m.in. wygląd zewnętrzny, sytuacja rodzinna), biciu, popychaniu, krzyczeniu, kierowania do ucznia obraźliwych epitetów, wulgaryzmów, stosowaniu kary „kozy”, wypraszaniu z klasy. …. Wagę przedstawionego problemu potwierdza raport „Przemoc w szkole 2011”, przygotowany przez grupy wydawnicze Media Regionalne i Polskapresse oraz Fundację Orange. Zwrócono w nim uwagę, że 20 % uczniów zostało upokorzonych przez nauczyciele, a podobna liczba badanych twierdziła, że nauczyciel używał wobec nich obraźliwych słów. Jeden na siedmiu uczniów był przez nauczyciela straszony, a co dwudziesty ( 5 %) doświadczył ze strony nauczyciela agresji fizycznej ( był szturchany, potrącany, uderzony). 13% uczniów zostało wyrzuconych za drzwi.

W państwie totalitarnym rządzono przemocą i strachem. Każdy obywatel wiedział, że władza coś na niego ma, i jak zechce wykorzysta to. Szkoła w tamtej rzeczywistości siłą rzeczy opierała swoje funkcjonowanie na zastraszaniu uczniów. Bezpośrednio dotyczyło to ich niewielkiej części, ale pozostali wiedzieli, że jakby co, mogą w każdej chwili zostać dołączeni do grona represjonowanych. Edukacja jest jedynym obszarem, który nie podlegał lustracji i związanemu z nią zanegowaniu metod funkcjonowania rodem z państwa totalnego. Nauczyciele z epoki totalitaryzmu pozostali na swoich stanowiskach i przekazywali swoje metody pracy młodszym koleżankom i kolegom, w szczególności przekazywali im zasady sprawowania „władzy ocen”. Wielu młodych nauczycieli przyjęło te metody w dobrej wierze, bo uznali je za doświadczenia zawodowe. Niestety niektórzy przyjęli je dla wygody, bo łatwiej jest utrzymywać klasę w posłuszeństwie strachem, niż porwać ją swoim autorytetem i prowadzeniem ciekawych lekcji. Są tacy nauczyciele, na szczęście nieliczni, którzy nawet sobie nie wyobrażają, że stosunki w szkole mogą być kształtowane inaczej niż poprzez przemoc i utrzymywanie uczniów w poczuciu strachu. Nie wyobrażają sobie tego także wysocy urzędnicy MEN, którzy tak kształtują prawo oświatowe, żeby „władza ocen” była podstawą funkcjonowania szkół. Władzę ocen sankcjonuje przepis Art. 44o. 4. ustawy o systemie oświaty, który stanowi, że począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, z wyjątkami wskazanymi w ustawie, uczeń otrzymuje promocję do klasy programowo wyższej, jeżeli ze wszystkich obowiązkowych zajęć edukacyjnych otrzymał roczne pozytywne oceny klasyfikacyjne. Stąd jeśli uczeń nie otrzymał ocen pozytywnych, pozostaje na drugi rok w tej samej klasie. Nie istnieje inne uzasadnienie przepisów o braku promocji, niż wyposażenie nauczycieli we władzę ocen, potrzebną do utrzymywania uczniów w strachu i posłuszeństwie. W władza ocen została nadana każdemu z nauczycieli z osobna. To nauczyciel jednoosobowo decyduje o ocenie niedostatecznej. Jeśli uczeń zażąda egzaminu komisyjnego, w komisji może być nauczyciel, który wystawił jedynkę. Uczeń nie ma dużych szans, ponieważ nauczycielowi dano do ręki oręż nieomal doskonały. Art. 3 Nauczycieli wyposażono w oręż doskonały. Art. 3 punkt 13) ustawy o systemie oświaty stanowi, że przez podstawę programową należy rozumieć obowiązkowe zestawy celów i treści nauczania, umożliwiające ustalenie kryteriów ocen szkolnych i wymagań egzaminacyjnych. Sęk w tym, że kryteria ocen szkolnych nie są zapisane w podstawie programowej, lecz są ustalane na jej podstawie przez nauczyciela. W praktyce nauczyciel może je ustalić nieomalże dowolnie i jak zechce to zawsze wykaże, że uczeń nie umie. Są, na szczęście nieliczni nauczyciele, którzy nie ukrywają, że władza ocen wyrażająca się prawem nakazania uczniowi powtarzania klasy jest podstawowym instrumentem dyscyplinowania uczniów. Kiedyś powtarzanie klasy było uważane za rzecz normalną. Mówiono uczniowi, masz braki, musisz je nadrobić. Jednak badania osiągnięć uczniów powtarzających klasę wykazały, że najczęściej uczeń po powtórzeniu klasy umie mniej, niż umiał przed jej powtarzaniem. Z powodu powtarzania klasy powstają u niego zaległości, których już nigdy nie nadrobi. Jego psychika jest obciążana wyrwaniem z grupy rówieśniczej, w której funkcjonował. Jest obciążona na zawsze, bo później, nawet w innej szkole informacja o dacie urodzenia natychmiast wskazuje, że powtarzał klasę. Przez brak promocji uczeń uzyskuje etykietę kogoś gorszego, kto się nie nadaje. Pozbawienie ucznia promocji jest najczęściej skierowanie go na drogę wykluczenia społecznego. Są szkoły, które świadomie, chociaż nie wszyscy nauczyciele to rozumieją, bo decyduje o tym grupa trzymająca władzę, poświęcają życie społeczne kilku uczniów po to, żeby pozostali bali się podobnego losu i niektórym nauczycielom pracowało się łatwiej. Nasuwa się pytanie, czy Państwo ma prawo stawiać wobec wszystkich uczniów wymóg, że mają obowiązek opanowania określonej wiedzy pod karą skierowania na drogę wykluczenia społecznego? Z pewnością Państwo takiego prawa nie posiada. Są uczniowie mniej zdolni. Niektórzy nauczyciele stawiają ich na marginesie klasy. Uczniowie nie chcą się z tym pogodzić. Reagują buntem i agresją. Narasta złowroga spirala prowokowana przez niektórych nauczycieli w imię fałszywie pojętej sprawiedliwości. Większość uczniów nie otrzymuje promocji dlatego, że wcześniej trafili na nauczyciela, który zniszczył ich normalne funkcjonowanie w szkole. Kolejny już nie miał szans na poradzenie sobie z tym problemem. Są też uczniowie z określonymi dysfunkcjami. Dlaczego Państwo zamiast im pomóc celowo kieruje ich na drogę wykluczania społecznego? Uważam, że jestem osobą, która ma szczególne moralne prawo pisania o tych sprawach. W 2002 roku podjąłem rozmowy z Ministerstwie zakończone uzyskaniem wykładni potwierdzającej, że uczeń ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się jest zobowiązany do opanowania materiału przewidzianego podstawą programową tylko w takim stopniu, w jakim jest to możliwe ze względu na występujące u niego specyficzne trudności w uczeniu się. W styczniu 2015 spowodowałem, że Senat RP doprowadził do przywrócenia przepisów o obowiązku dostosowania wymagań. Obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej ani nie uwzględnia opisywanej wykładni ani nie przestrzega przepisów o obowiązku dostosowania wymagań. Tysiące młodych ludzi ciągle jest świadomie, systemowo kierowanych w stronę wykluczenia społecznego. Jest wielu nauczycieli, którzy nie oglądają się na sygnały płynące z MEN i profesjonalnie oraz z wielkim sercem pomagają opisanym uczniom. Nie mają co liczyć na docenienie czy pochwałę. Pozostaje im jedynie satysfakcja, że działali zgodnie z misją nauczyciela i własnym sumieniem. Opisywane problemy są bardzo łatwe do usunięcia. Wystarczy, żeby Minister Edukacji Narodowej jak najszybciej spowodował uchylenie przepisów ograniczających przechodzenie uczniów do następnej klasy, co większość nauczycieli przyjmie z ulgą, przywrócił faktycznie obowiązek dostosowanie wymagań, także na egzaminach maturalnych, oraz doprowadził do uchwalenia kodeksu praw i obowiązków ucznia, który uzna niektóre czyny popełnianie na szkodę ucznia za czyny zabronione, ścigane z oskarżenia publicznego.

9 komentarzy

  1. Włodzimierz Zielicz 28 marca 2016
    • zbyszek 28 marca 2016
    • zbyszek 28 marca 2016
  2. Dariusz 2 kwietnia 2016
    • zbyszek 2 kwietnia 2016
  3. Pw 3 kwietnia 2016
    • zbyszek 3 kwietnia 2016
      • Dariusz 12 kwietnia 2016
        • zbyszek 12 kwietnia 2016

Dodaj komentarz