W oczekiwaniu na Dobre Zmiany (6)

Funky girl in studio.

Tysiącom dyslektyków zapewne ścierpła skóra, jak usłyszeli wypowiedź Pani Minister Anny Zalewskiej, że czytanie to podstawa, bez której nie można się uczyć. Nauka określa dysleksję nasiloną jako zatrzymanie się na poziomie czytania elementarnego ( kl. 2) lub opóźnienie o 3-4 lata w zakresie umiejętności czytania o 3-4 lata. W prawie każdej klasie jest uczeń, w którego umiejętność czytania się zatrzymuje i nie ma na to rady. Zazwyczaj problem ten występuje u uczniów dotkniętych nasiloną dysleksją występującą łącznie z ADHD. Z tych powodów taki uczeń jest nadzwyczajnie męczliwy, więc może efektywnie przepracować jedynie 10 % czasu, jaki na prace szkolne mogą przeznaczyć rówieśnicy. Takich uczniów jest w Polsce kilkanaście tysięcy w każdym roczniku. Pani Profesor Marta Bogdanowicz poczyniła w swoich teoriach złożenie upraszczające i nie uwzględniła tej nadzwyczajnej męczliwości dyslektyków. Z tego powodu Jej wersja Metody Dobrego Startu nie nadaje się dla uczniów z dysleksją nasiloną i ADHD. Jednak założone przez nią przedsiębiorstwo zarobkowe występujące pod przewrotną nazwą Polskie Towarzystwo Dysleksji, uzyskało pozycję nieomal fili Ministerstwa Edukacji, a Metoda Dobrego Startu stała się nieszczęściem tysięcy dyslektyków, którym była aplikowana na siłę. Działalność Pani Profesor Bogdanowicz i PTD stała się swoistą zasłoną dymną, która wyparła ze świadomości wielu urzędników i nauczycieli, że osoba dotknięta określoną ułomnością, w tym przypadku brakiem zdolności opanowania czytania, może wykształcić i siebie nietypowe cechy i umiejętności, które pozwalają jej zdobywać wiedzę i normalnie funkcjonować społecznie. Wielu nauczycieli tego nie rozumie. Stąd „inność” dyslektyka jest zwalczana. Obowiązuje katastrofalny dla dyslektyków pogląd urzędników i wielu nauczycieli. Im się marzy, żeby każdego ucznia z dysleksją zmusić do opanowania czytania. Jak się nie uda, niech ginie, bo przecież to jego wina, że się odpowiednio nie starał. Mówią musisz się nauczyć czytać, bo polegniesz na egzaminach. A kto i dlaczego nałożył na dyslektyków obowiązek zdawania egzaminów prowadzonych niezgodnie z ich naturą? Czy poważnym jest głoszenie przez Ministra Edukacji Narodowej, że wyrównaniem szans jest przedłużenie czasu egzaminu osobie, która nie umie czytać i z tego powodu nie rozumie pytań. Zasada, że każdy człowiek, w tym o cechach odmiennych, które nikomu nie powinny przeszkadzać, ma prawo do życia, jest obca polskiej szkole.

Dodaj komentarz