To nie nauczyciele uchwali Kartę nauczyciela

Dręczenie uczniów w szkołach

W związku z Dniem Edukacji Narodowej pojawiły się w mediach wypowiedzi dotyczące oświaty. Zarówno Pan Jakub Ceglarz, redaktor Money.pl, jak i Pan Bartosz Marczuk, z-dca redaktora naczelnego Wprost, nie pozostawiają suchej nitki na Karcie nauczyciela. I słusznie. Tylko dlaczego za uregulowania Karty winią nauczycieli. Przecież to nie nauczyciele uchwalili Kartę. Autorom umknęło, że pełną odpowiedzialność za uregulowania Karty, oraz drugiego koszmarnego przepisu, mianowicie ustawy o systemie oświaty, ponosi Minister Edukacji Narodowej. Wystarczy wejść na stronę Sejmu, żeby się przekonać, że nauczyciele jako grupa zawodowa nie mieli żadnego wpływu na treść uchwalonej ostatnio ustawy zmiany ustawy o systemie oświaty.

Autorzy winią nauczycieli, że korzystają z uregulowań Karty. Trudno pojąć, dlaczego korzystanie przez obywatela z jego praw ustawowych należy uważać za naganne. Rozwijając opisaną myśl autorów dojdziemy do wniosku, że jeśli kierowca przejeżdża przez skrzyżowanie mając zielone światło, postępuje nagannie, bo podobnie jak nauczyciel, korzysta ze swoich praw.

Karta nauczyciela, chociaż uchwalana przez Sejm na wniosek Rządu jest ofertą adresowaną przez Państwo do nauczycieli i osób podejmujących pracę w tym zawodzie. Przez podjęcie pracy dana osoba przyjmuje ofertę. Wtedy wzajemne stosunki nabierają cech umowy. Jeśli Państwo chce, a chcieć powinno, zmienić Kartę nauczyciela, powinno zaproponować godziwe warunki rozwiązania tej umowy, zwłaszcza osobom, które wykonując przez wiele lat bardzo trudny i wymagający zawód, nadszarpnęły zdrowie oraz mają niewielkie szanse znalezienia się w innej pracy. Nie spotkałem się z żadną sensowną propozycją Rządu w tej sprawie.

Na miano szkodliwych zasługują wypowiedzi skutkujące antagonizowaniem grup społecznych, przypominające kampanię Pani Katarzyny Hall, prowadzonej pod hasłem „dysleksja nie istnieje”. Teraz na tapetę trafili nauczyciele.Nauczyciele są za bardzo uprzywilejowani, nie widzę powodu, by byli pod szczególną ochroną” – twierdzi Jeremi Mordasewicz. Ekspert nie uwzględnił, że są zawody, których właściwe wykonywanie jest możliwe tylko w przypadku dostosowania czasu pracy do możliwości człowieka. Zaliczamy do nich między innymi zawody nauczyciela oraz pilota samolotu pasażerskiego. Pilota LOT – u obowiązuje limit miesięczny wynoszący 90 godzin lotów. Oprócz prowadzenia samolotu, pilot wykonuje także inne zadania zawodowe. Ma obowiązek uczestniczenia w odprawie przez lotem i po jego zakończeniu. Jeśli zdarzy się trzygodzinna przerwa pomiędzy lotami, ma obowiązek przebywania w porcie lotniczym i relaksowania się, co jest zaliczane do czasu pracy. Mówienie, że piloci oraz nauczyciele mają jakieś przywileje, bo ich czas pracy, odpowiednio dobrany dla zapewnienia prawidłowego wykonywania przyjętych obowiązków, jest dostosowany do możliwości psychofizycznych człowieka, zasługuje na miano nieuczciwości. Można się w tym dopatrywać przejawu manipulowania opinią publiczną.

18 komentarzy

  1. monika 18 października 2015
  2. filologini 18 października 2015
  3. Patrycja 22 października 2015
    • zbyszek 22 października 2015
    • Bogdan J. Korzec 29 października 2015
      • zbyszek 29 października 2015
    • Wiesiek 29 października 2015
  4. Ktosia 22 października 2015
    • TOJA 31 października 2015
      • Ktosia 31 października 2015
        • Ktosia 31 października 2015
  5. Malgorzata 29 października 2015
  6. Margart 21 maja 2016
    • zbyszek 22 maja 2016
  7. popatrz 24 maja 2016
  8. jOKER 16 lipca 2016
    • Tosia 17 lipca 2016
    • filologini 17 lipca 2016

Dodaj komentarz